CRACOW CRAFT BEER FEST 2016 – relacja

Kraków wreszcie dostał festiwal, którego chciał, ale na pewno nie taki, na jaki zasługuje.

Cracow Craft Beer Fest, 9-11 grudnia 2016 r., Tytano, Kraków

Temat „Dlaczego w drugim największym polskim mieście od 15 miesięcy nie było festiwalu piwnego?” to rzeka, której pewnie można byłoby poświęcić osobny tekst. Plany organizacyjne były ambitne, ale ze względu na zamknięcie klubu Fabryka oraz wysokie koszty krakowskiej Areny organizatorzy BeerweekaKrakowskiego Festiwalu Piwa w 2016 roku odpuścili.

Powstałą lukę postanowiła wypełnić ekipa Cracow Craft Beer Fest. Jeśli moje wiewiórki mają dobre informacje, pierwsze przymiarki odbyły się już w sierpniu. Imprezę ogłoszono w październiku, a datę wyznaczono na trzeci weekend listopada. Koniec końców, ze względu na brak potrzebnych zezwoleń, imprezę trzeba było przełożyć na 9-11 grudnia.

TROCHU ZIMNO, TROCHU STRASZNO

Już sam ten fakt może sugerować, że organizacyjnie nie wszystko tutaj hulało jak należy. Stosowne papiery załatwia się w pierwszej kolejności, by później obyło się bez niespodzianek… Gdy dotarłem na teren kompleksu Tytano (Dolnych Młynów 10) – bo to właśnie w największym budynku niezwykle popularnego terenu w Krakowie miała miejsce impreza – przekonałem się, że to nie wszystkie niedogodności.

Dość powiedzieć, że na zewnątrz było cieplej niż w budynku. Kto mógł, ratował się kaloryferami (wystawcy), albo nie zdejmował kurtki (zwiedzający). Gdy się trochę zaludniło, a grzałki zaczęły funkcjonować, temperatura na szczęście poszła w górę. Do tego czasu marzliśmy jak cholera.

Druga sprawa to sam wygląd wnętrza – pozrywane parkiety, sypiący się tynk. Owszem, byłem przygotowany na to, że nie zastaniemy tutaj luksusów hal wystawienniczych, jednak atmosfera rodem z legowiska panów żuli to chyba nie to.

I jeszcze jeden kamyczek – mikra wentylacja. Naprzeciwko stoiska Piwojada ustawił się producent serów, pysznych skądinąd. Sęk w tym, że charakterystyczny skarpetkowy aromat zdominował absolutnie tę część pomieszczenia, przez co żeby obiektywnie ocenić część piw, trzeba się było wynosić na drugi koniec sali.

ALWAYS LOOK ON THE BRIGHT SIDE OF LIFE

Pomarudziłem, więc teraz mogę się skupić na pozytywach. Mimo spartańskich warunków publika dopisała i wychodziła z terenu Cracow Craft Beer Fest zadowolona. Co prawda brakowało kilku najważniejszych marek (Artezan, Pinta, AleBrowar, Kingpin), ale część piw lały zaprzyjaźnione załogi, np. Piwne Podziemie pojawiło się na Strefie Piwa.

Cieszyć mogła też – to już na szczęście standard – jakość piw. Może żadne nie położyło mnie na łopatki (z polskich), ale zdecydowaną większość wypiłem z wielką przyjemnością. Dominowali oczywiście mocarze, o czym przekonacie się czytając recenzje (jutro lub pojutrze). Dodam tylko, że z butów wyrwał mnie Samuel Adams Utopias, edycja 2012.

Największym plusem byli jednak – jak zwykle – ludzie. Wiadomo, my krakusy stanowimy dość hermetyczne środowisko, ale razem potrafimy się świetnie bawić i wciągnąć w imprezowanie przyjezdnych. Z tego powodu goście ze stolicy, Wrocławia czy znad morza na pewno poczuli się u nas jak u siebie w domu.

QUO VADIS KRAKÓW?

Mimo wielu niedociągnięć cieszę się, że w Krakowie odbyła się w tym roku piwna impreza. Pewnie nie tak efektowna i udana, jak byśmy sobie tego życzyli. Chaos i przypadkowość stanowiły tu dominantę, którą jednak w miarę skutecznie kontrowała miła atmosfera i dobre trunki.

Co będzie dalej z krakowskimi festiwalami? W przyszłym roku – na wiosnę – wróci Beerweek. Myślę, że to już nie jest tajemnica. 😉 Konkretnej daty i miejsca zdradzać nie mogę, ale na pewno będzie dobrze. We wrześniu z kolei rusza One More Beer Festival, gdzie oprócz czołówki polskiego kraftu pojawi się mnóstwo zagranicznych gości. Czy znajdzie się miejsce na kolejne edycje Cracow Craft Beer Fest oraz Krakowski Festiwal Piwa? Tego jeszcze nie wiem. Wiem natomiast, że następnym razem samo „bo się odbywa” frekwencji niestety nie zrobi.

Zostaliśmy wybrani najlepszym browarem festiwalu. Dzięki 🙂

2 komentarze na temat “CRACOW CRAFT BEER FEST 2016 – relacja

  1. Subiektywnie (na feście byłem krótko, niecałe 4h w sobotę w dzień).

    Miejscówka – beznadziejnie oznakowana, wszyscy znajomi szli na początku do Weźże Krafta, nie wiem jak można było nie zrobić zwykłego baneru nad wejściem, do tego jeszcze przejście zasłonięte foodtruckami.

    Wnętrze – akurat taka syfiasta surowość ma swój klimat, Fabryka w sumie bardzo nie odbiegała 😉 a sterylne hale i stadiony nie zawsze ten klimat tworzą. Natomiast temperatura to porażka i tyle, i tak szczęście organizatorów że było względnie ciepło na polu, a nie -5 czy 10 stopni. Przytłaczające zapachem sery – 100% racji, powinna być osobna sala jedzeniowa i wtedy nie byłoby problemu. Z jedzenia – bardzo dobre maczanki przy stoisku Profesji.

    Piwa – Utopias to osobna historia, bardzo ciekawe przeżycie. Z ogólnodostępnych brawa dla Piwowarowni/Świata Piwa za odpalenie Sink the Bismarck, połączenie ziołowego bittera z dżemem i mocnym akcentem alkoholowym wypada wcale nie tak hardkorowo jak można by się domyślać. Całkiem fajne risy z Maryensztadt i Komitetu.

    Ogólnie impreza udana, ale raczej pomimo organizatorów niż dzięki nim 🙂 jednak fajnie że rzutem na taśmę udało im się temat zamknąć.

    • Akurat maczanki na stoisku Profesji były beznadziejne. Może po prostu miałem pecha, bo byłem na festiwalu tylko ostatniego dnia, w niedzielę. Nie ma nawet co porównywać z mega-popularnym w Krakowie maczankowym Andrus Food Truckiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *