NUTA DO PIWA #17: zimne powietrze w teatrze marzeń

Nuta do piwa 17

Początek roku to trudny okres dla fana płytowych nowości, ale i teraz znajdzie się kilka ciekawostek.

MASSIVE ATTACK
„Ritual Spirit”

Massive attack

Massive Attack niczym hiszpańska inkwizycja niespodziewanie poczęstował nas EPką. W dodatku tak znakomitą, że po jej pierwszym przesłuchaniu gotów byłem okrzyknąć ją najlepszym wydawnictwem Brytyjczyków od czasu „Mezzanine”. Później trochę mi przeszło – w końcu to raptem cztery kawałki – ale wciąż z radością słucham świetnej roboty, jaką zespół i zaproszeni goście wykonali na „Ritual Spirit”. To krążek przyczajony, niepokojący, oparty w dużej mierze na loopach i stopniowaniu napięcia. Najlepszy jest tu oczywiście Tricky, który po jakichś 13 minutach mroku serwowanego przez kolegów, włazi na scenę upalony skrętem. I za to faceta lubię.

Massive Attack „Take It There”

WREKMEISTER HARMONIES
„Night Of Your Ascension”

wrekmeister harmonies

Muzyka Wrekmeister Harmonies to mokry sen każdego miłośnika post-metalu łączonego z ambientem. Załoga z Chicago tworzy małe symfonie zdecydowanie nie-symfoniczne instrumentarium (no dobra, smyki też się pojawiają). Gitary, bas, perkusja, klawisz, zwiewne żeńskie wokale połączone z męską mocą. Subtelna dźwiękowa poświata ścierająca się ze ścianami przesterowanych sześciu strun. Konkretne riffy naprzeciw plamom rozlewającym się z głośników po pomieszczeniu. Mrok we wszystkich odsłonach: od wzruszeń po brutalność. Fani Godspeed You! Black Emperor i Cult Of Luna będą wniebowzięci.

Wrekmeister Harmonies „Night Of Your Ascension”

SIA
„This Is Acting”

Sia

Sia jest jedną z tych kompozytorek, które świetnie piszą dla innych wykonawców, ale gdy przychodzi im do sklecenia albumu dla siebie, zaczynają się schody. Tak było w przypadku płyty „1000 Forms Of Fear” (odbioru nie zmienia megapopularny i udany singel „Chandelier”) i to samo musze napisać o krążku „This Is Acting”. To po prostu zestaw 12 poprawnych piosenek popowych, z których żadna przesadnie się nie wyróżnia, ale i zganić którąkolwiek nie sposób. Bolączką tego krążka jest jednostajność – akcja rozgrywa się nieustannie w tym samym tempie, bez suspensu, bez zaskoczeń. Od tak zdolnej artystki, jak Sia, oczekiwałbym czegoś więcej.

Sia „Alive”

DREAM THEATER
„The Astonishing”

Dream theater

Mam dwie informacje dla osoby śledzącej muzykę Dream Theater: dobrą i złą. Zacznę od tej pierwszej: John Petrucci i Jordan Rudess, mimo że w całości skomponowali w sumie 34 utwory (ponad 2 godziny muzyki), nie czują konieczności onanizowania sie swoimi umiejętnościami. Szczęśliwie więc przez całe „The Astonishing” nie usłyszymy ani jednej bezsensownej solówki, które niszczyły płyty Amerykanów od dobrych 18 lat. Pora na złą: mimo że mamy do czynienia ze złożonym albumem koncepcyjnym (w którego fabułę – przyznam – nie miałem ani czasu, ani ochoty zgłębiać), muzyka na nim zawarta jest dość jednostajna, mało urozmaicona, z niewielką ilością porywających melodii. Na słowa uznania zasługuje za to cudowna praca orkiestry symfonicznej z Pragi oraz tamtejszego chóru. Palce lizać!

Dream Theater „The Gift Of Music”

COLDAIR
„The Provider”

Coldair

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Off Festival 2012. Na scenę eksperymentalną wychodzi niezbyt urodziwy (przyganiał kocioł garnkowi), niepozorny chłopak – Tobiasz Biliński, tu i ówdzie przedstawiany jako Coldair. 10 miesięcy wcześniej wydał pierwszą płytę „Far South”: pop, folk, post rock – te wpływy można było wyczuć od pierwszego kontaktu z jego muzyką. Cztery lata później Tobiasz jest w zupełnie innym miejscu: pisze o nim każdy szanujący się dziennikarz muzyczny (mowa o tych offowych oczywiście) w Europie, a jego płyta „The Provider” na Pitchforku dostaje 7/10. W ręce trzyma zaś nie gitarę, a instrumenty elektroniczne, choć oczywiście wciąż w celu uraczenia nas niebanalnym popem. Bierzcie i jedzcie.

Coldair „The Provider” (cały album)

NAGROBKI
„Stan Prac”

nagrobki

Dwóch wariatów z Trójmiasta wraca do Nuty, by zaprezentować swój pierwszy pełnowymiarowy album. Równie schizofreniczny, co debiutancka epka, choć – mam wrażenie – zdecydowanie bardziej przemyślany, wycyzelowany, dopracowany. „Stan prac” ma w sobie coś z garażowego rocka, popu w ujęciu Tymona & The Transistors, a nawet elektroniki, nazywanej przez samych autorów „necropolo”. Pół godziny spędzone z Nagrobkami nie ma nic wspólnego z przyjemnością – to chora jazda po tematach wiary, miłości i codzienności. Ta muzyka męczy intelektualnie, ale jeśli uda Ci się przetrwać, będziesz cholernie zadowolony z odkryć, których dokonałeś w trakcie słuchania dokonań duetu.

Nagrobki „Stan Prac”

(Visited 170 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *