NUTA DO PIWA #14: liturgia, interwały, czarna gwiazda

Nuta do piwa 14

W nowy rok wchodzimy z nową płytą Króla Davida, wymierzonymi co do milimetra utworami Intervals i dźwiękowymi plamami Kid606.

DAVID BOWIE
„Blackstar”

David Bowie Blackstar

David Bowie to dla mnie artysta kompletny (wiem, nie napisałem niczego odkrywczego). Zadziwia jego kreatywność, która nie polega na wymyślaniu prochu. On po prostu bierze dawno gotowe składniki i miesza je po swojemu, przygotowując małe arcydzieła, takie jak płyta „Blackstar”. To z jednej strony cudowna dawka klasycznego rocka, mocno odwołującego się do popu i jazzu, a z drugiej rodzaj performance, którego integralną częścią stały się miniatury filmowe oraz grafika. Pokażcie mi drugiego takiego muzyka na świecie, który potrafi połączyć te wszystkie elementy, uniknąć kiczu i na dodatek skupiać na sobie uwagę całego świata. Oto bóg!

PS: nie mogę sobie odmówić przytoczenia suchara. Dlaczego warto słuchać Davida? Bo wie. Dziękuję, dobranoc.

David Bowie „Lazarus”

INTERVALS
„The Shape
Of Colour”

Intervals Shape of colours

Kurczę, chyba znów polubiłem matematyczny progresywny metal. Po kapitalnym krążku Scale The Summit, tym razem sporo radości przyniósł mi najnowszy krążek Intervals. To znakomicie wyważone połączenie pogiętych do granic możliwości partii sekcji rytmicznej, solowych popisów gitar i – za co szacunek największy – wybornych melodii, które momentalnie wpadają w ucho. W niewiele ponad pół godziny dzieje się tu więcej, niż na wszystkich krążkach Dream Theater razem wziętych, a jednocześnie pomysłowość Intervals w żadnej mierze nie przytłacza. W otwierającym album „I am Awake” po prostu się zakochałem, głównie ze względu na riff-majstersztyk. Ale najlepszym songiem jest „Meridian”- daje niesamowicie pozytywnego kopa. 🙂

Intervals „The Shape Of Colour” (cała płyta)

BARONESS
„Purple”

Baroness purple

Nie spodziewałem się, że Amerykanie nagrają jeszcze kiedykolwiek tak dobrą płytę. Najpierw zaatakował ich syndrom wypalenia, który poskutkował słabym (jak na ich możliwości) dwupłytowym albumem „Yellow & Green”. Później przydarzył się wypadek autokaru, w którym ucierpieli wszyscy członkowie Baroness, w skutek czego połowa odeszła z zespołu. Jednak koledzy John Baizley i Peter Adams mają jaja ze stali – wracają do gry świetnym „Purple”. Album wyróżnia się tym, czym chociażby Mastodonowy „The Hunter” – mocnym, szorstkim brzmieniem gitar i wręcz popową melodyjnością. Posłuchajcie choćby „Shock Me” – kawałek zadziwia introdukcją w duchu… Alphaville, by po chwili walnąć solidnym gitarowym łamańcem, zwieńczonym najbardziej przebojowym refrenem w dziejach grupy. Tak prezentuje się cała płyta: fani niekonwencjonalnego metalu na pewno ją pokochają!

Baroness „Shock Me”

KID606
„Recollected Ambient Works vol. 2”

Kid606 ambient works

Kid to ziomek z Wenezueli. Kraju, który z czym jak z czym, ale z ambitną elektroniką raczej nam się nie kojarzy. Tymczasem DJ ma na koncie kilkanaście wydawnictw z kręgu IDM, Glitch, Noise czy Techno. Pod koniec zeszłego roku postanowił nas uraczyć dwoma zbiorami swoich ambietnowych produkcji. Ja szczególnie polecam drugą z nich. Zgromadzonym tu utworom bliżej raczej do muzyki powiedzmy Barn Owl (tyle że w pełni elektronicznej, a nie gitarowej), niż do choćby Briana Eno. Kawałki Kid606 niosą ze sobą łatwą do zapamiętania frazę, zamiast dźwiękowych plam. Dla mnie bomba.

Kid606 „Recollected Ambient Works vol. 2” (cała płyta)

BATUSHKA
„Litourgiya”

Batushka litourgiya

Jak to określił mój znajomy: oto polska odpowiedź na Abbath. Jeszcze nikt nie słyszał piosenek Batushka, a wszyscy o nich mówili. Sprawny marketing na szczęście pociągnął za sobą całkiem przyzwoitą muzykę, będącą połączeniem black metalu z… muzyką cerkiewną. Starzy wyjadacze stylu przypominają, że łączenie leśnych pląsów z – nazwijmy to – folkiem nie jest wydarzeniem epokowym, ani przesadnie wymyślnym. Młodsi, w tym ja, jarają się klimatem prawosławnego nabożeństwa wymieszanym ze zdrową rzeźnią. Mnie kupili już przy pierwszym przesłuchaniu, z każdym kolejnym lubię ich coraz bardziej.

Batushka „Litourgiya” (cała płyta)

I AM WAITING FOR YOUR LAST SUMMER
„Mirrors”

i am waiting for your last summer

Zupełnie przeoczyłem ten album w momencie premiery, tymczasem okazuje się, że to jeden z ciekawszych krążku z kręgów szeroko pojętego post-rocka. I Am Waiting For Your Last Summer poruszają się po tym samym terytorium, co wczesne Lights Out Asia – delikatne gitarowe granie łączy się tu z elektronicznymi podkładami. Układ „Mirrors” przypomina soundtrack do filmu science fiction – rozpoczyna się od przestrzennej, budującej napięcie introdukcji, by w dalszej części wydawnictwa zabrać nas w międzyplanetarny rejs. Doskonale odprężam się przy tych dźwiękach.

I Am Waiting For Your Last Summer „Mirrors” (cała płyta)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *