Gdyby polskie browary były klubami NBA… (cz. I)

browary nba copy

A gdyby tak nasze browary miały porzucić warzenie i zająć się grą w koszykówkę? Oto jakimi klubami by się stały.

W środę zakończył się sezon regularny NBA, a jako że to moje ulubione rozgrywki sportowe, postanowiłem uczcić ten fakt w dość specyficzny sposób – znajdując amerykańskim klubom odpowiedniki w świecie polskiego piwa. Zapraszam na pierwszą część zestawienia – na początek drużyny Play-Offowe.

UWAGA – skojarzenia niekoniecznie związane są z formą sportową i warzelną (tłumaczę na wypadek pytań „dlaczego nie ma browaru X?”)

Golden State Warriors – Pinta

Od kilku lat na topie, a dobrego humoru nie psują nawet drobne potknięcia. Wyróżniają się kreatywnością, na nowo definiując pojęcie koszykówka/piwo kraftowe. Są przodownikami pracy, zawsze o krok przed innymi, proponując rozwiązania, które inne browary/drużyny będą się od nich uczyć.

San Antonio Spurs – Widawa

Nigdy nie byli przesadnie efektowni, ale zawsze efektywni. Z roku na rok śrubują kolejne rekordy, zaliczając coraz lepsze sezony/wypuszczając doskonalsze piwa. Wszystko za sprawą mądrego trenera (Greg Popovich/Wojtek Frączyk), który wie, jak trzymać drużynę w ryzach.

Cleveland Cavaliers – Pracownia Piwa

Mają wszystko, by zdobyć tytuł mistrzowski. Młodość połączoną z doświadczeniem. Graczy finezyjnych i zadaniowców niezbędnych w każdej drużynie. Jak dotąd zawsze brakowało im jednak kropki nad „i”, tego ostatecznego błysku geniuszu na finiszu sezonu. Jak będzie tym razem?

Oklahoma City Thunder – AleBrowar

Drużyna skazana na sukces, dowodzona przez dwóch liderów (Westbrook i Durant, Saks i Napieraj).Ciągle głodna zwycięstw, choć uważny kibic zauważy, że nieco odstaje od najlepszych teamów – kontuzje robią swoje. Jednak w przeciwieństwie do OKC, chłopaki z AleBrowaru ani myślą o zmianie środowiska.

Toronto Raptors – Dukla

Mała, niepozorna załoga z innego świata (Podkarpacie/Kanada), która z każdym miesiącem robi postępy i dzielnie stawia czoła tuzom ligi. Mistrzostwa – ze względu na skalę rynku, z którego pochodzi – pewnie nigdy nie uda się zdobyć, ale na stałe wbić do czołówki ligi/piwnej sceny… Dlaczego nie?

Los Angeles Clippers – SzałPiw

Na ławce trener-ojciec, na parkiecie syn (Rivers/Szała), obaj świetnie się uzupełniają. Ta ekipa to mieszanka doświadczenia i młodości, mająca swój własny styl i charakter. W tym roku pokazali, że jeśli złapią formę, mogą wygrać ze wszystkimi (luty w lidze/Beer Geek Madness).

Atlanta Hawks – BroKreacja

Główni architekci sukcesu tych drużyn (Mike Budenholzer/Mateusz Górski) słyną z tego, że lubią się uczyć i podpatrywać najlepszych. Wręcz do znudzenia pracują nad najlepszymi zagrywkami, by jeszcze skuteczniej dziurawić kosz rywala/wypuszczać coraz lepsze piwa.

Miami Heat – Kingpin

To jedna z tych drużyn, po których widać, że nawet tymczasowe wpadki (poprzedni sezon/Headbanger) nie wytrącają ich z równowagi. Mają na siebie plan i konsekwentnie go realizują, a dzięki mądrej polityce transferowej, ciągle przybywa im znakomitych zawodników.

Boston Celtics – Piwne Podziemie

Wydawało się, że bardzo młody trener i niedoświadczona drużyna na wejście do topu będą musieli jeszcze poczekać. Nic z tych rzeczy – maszyna rozpędziła się w ubiegłym sezonie, a w tym śmiało można zaliczyć ją do czołówki rozgrywek. A najlepsze przecież dopiero przed nimi!

Charlotte Hornets – Trzech Kumpli

Wystartowali słabo – problemy ze zdrowiem/sprzętem, konieczność „dotarcia się” zawodników. Ostatni okres to jednak pasmo sukcesów, wynikających z ciężkiej pracy i mądrego balansu pomiędzy obroną a atakiem, goryczką a słodowością. Ligi w tym roku nie wygrają, ale mogą sporo namieszać.

Indiana Pacers – Podgórz

Nie mówi się o nich zbyt wiele, sam nie wiem czemu. Przecież zarówno Indiana, jak i Podgórz to czołówka rynku, choć może nie tak efektowna, jak inne załogi. Wszystko przez skromność szefa projektu (Frank Vogel/Łukasz Jajecznica), który woli po cichu robić swoje, zamiast atakować wodotryskami.

Detroit Pistons – Bednary

Bardzo mocna drużyna, ale z nieco zaburzoną równowagą. Trener uwielbia rzuty za trzy/mocno chmielone piwa, acz ta część rzemiosła – moim zdaniem – wychodzi mu umiarkowanie dobrze. Za to drugi element układanki – potężny podkoszowy/cała gama Stoutów – działa jak należy i zapewnia miejsce w czołówce.

Portland Trail Blazers – Artezan

Lata 2015/2016 stoją u nich pod znakiem przebudowy – w przypadku Portland drużyny, jeśli chodzi o Artezan – browaru. Forma miała przyjść dopiero za jakiś czas. Tymczasem obie ekipy nie czekają na oklaski, tylko cały czas okupują miejsce w czołówce. PS: dodam, że Portland to mój ulubiony klub, a resztę sobie dopowiedzcie. 😉

Memphis Grizzlies – Bazyliszek

Niezwykle kolorowa ekipa, która ma na pokładzie mnóstwo barwnych graczy/piw. Pomysłowości i odwagi kierownictwu zespołu odmówić nie można, ba – od czasu do czasu nawet uda im się odnieść spektakularne zwycięstwo. Jednak póki co mamy tu przerost formy nad treścią.

Dallas Mavericks – Solipiwko

Wielki, spokojny lider z pomocą geniuszu utrzymuje klub w czołówce ligi od lat. Zdarzają się sezony/piwa wybitne, nie obyło się bez potknięć, ale nigdy nie schodzi poniżej określonego poziomu. Mam tylko nadzieję, że w przeciwieństwie do Dirka Nowitzkiego, Wojtek Solipiwko za rok nie skończy kariery.

Houston Rockets – Hopium

Drużyna-chaos, która nieustannie coś majstruje przy swojej rotacji/piwach. Z tego powodu mimo ogromnego talentu i wielkiego lidera na pokładzie (James Harden/Violetta Wanillas) chłopaki nie liczą się w walce o mistrzostwo. Jeśli tylko uda się im złapać stabilizację, mogą pójść w górę.

Jeden komentarz na temat “Gdyby polskie browary były klubami NBA… (cz. I)

  1. a pamiętam jeszce jak golden state warriors nie było żadnym nadzwyczajnym klubem 😀 widać i w świecie piwa i w świecie koszykówki dużo się zmieniło 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *