BRACKA JESIEŃ: po starej stronie piwa

Czyli wspomnienie szybkiej wizyty na pierwszym od dawna festiwalu, w czasie którego nie szarpałem za kran.

Sezon festiwalowy 2017 jest dla mnie nietypowy. Co impreza, to oprócz drobnych blogerskich zabawa, stoję za kranem. Nie, nie narzekam – bardzo mi się to podoba, wszak od początku swojej przygody z piwem dążyłem do współpracy z browarem. Jednak trochę już zapomniałem, jak przyjemnym jest szlajanie się po drugiej stronie stoisk, bez świadomości, że za kilka godzin trzeba będzie składać swoje.

Okazję do tego dała mi tegoroczna Bracka Jesień. Wstyd się przyznać, ale to moja pierwsza wizyta w Cieszynie. Festiwal znany i lubiany, ale jakoś zawsze mnie omijał terminowo. Tym razem do tablicy wywołali mnie organizatorzy, którzy zaprosili mnie do poprowadzenia panelu degustacyjnego. Żal było nie skorzystać!

ŁADNY CIESZYN

Pojechaliśmy więc z Dziewczęciem na Śląsk, celem spróbowania dobrych piw oraz odwiedzenia miasta, w którym żadne z nas nie było. Muszę przyznać, że Cieszyn jest zdecydowanie ładniejszy, niż przypuszczałem, a już szczególnie jego polska część. Pięknie odnowione, położone na lekkim wzniesieniu stare miasto kojarzy mi się z włoskimi miasteczkami, acz jest bardziej komfortowe dla pieszych.

Ślicznie prezentuje się wzgórze zamkowe, z którym sąsiaduje cieszyński browar. Uroczo wygląda Rotunda (#ciekawostkaktórąwszyscyznają – jest widoczna na rewersie banknotu 20 zł), a z jej sąsiedztwa rozciąga się budzący zachwyt (zwłaszcza po ciemku) widok na czeski Cieszyn. Jestem pod wrażeniem.

SZTOSY NIE MUSZĄ BYĆ MOCNE

Zanim zabraliśmy się za zwiedzanie, przeplatane degustacją, poprowadziłem wspomniany panel. Chwilę zastanawiałem się, jaki temat wybrać, aż w końcu padło na „Sztosy nie muszą być mocne”. Zależało mi na tym, by pokazać, że bardzo dobre piwo nie musi mieć ekstraktu dobijającego do 20 Blg, by budzić zachwyt. Chciałem pokazać, że czynnikiem sztosogennym może być niestandardowy dodatek czy choćby ciekawie sporządzona receptura. Ostatecznie, wspólnie z organizatorami, wybraliśmy cztery piwa:

  • Lato Czeka – Widawa -> ze względu na dodatek owoców
  • Express IPA – Pinta -> by pokazać klasyczną IPA podrasowaną „pudrem” Cryo
  • Kawko i Mlekosz – Piwowarownia -> wskazanie na skuteczność laktozy, kawy i wanilii
  • Kara Mustafy – Kazimierz -> czyli co może dobry zasyp (w tym słód żytni)

Całość zajęła nam jakieś 40 minut, które upłynęło pod znakiem przyjemnej degustacji, rozmów, wymiany wrażeń i dzielenia się uwagami na temat sztosów. Cieszę się, że trafiła mi się grupa nie zblazowanych geeków, a pogodnych osób wchodzących w kraft. Dzięki temu mogłem przekazać (a przy okazji odświeżyć sobie) trochę wiedzy, po którą dawno nie sięgałem. To lubię.

TOUR DE FESTIWAL

Przyznam, że tego dnia jakoś nie byłem w nastroju do wielkich degustacji, dlatego raczej skupiłem się na zwiedzaniu terenu festiwalu i rejestrowaniu atmosfery. A ta przyciąga osoby zbliżone do wspomnianych uczestników panelu – czyli mniej doświadczonych adeptów piwnego kraftu, a zarazem szukających w piwie przede wszystkim dobrego smaku i sposobu na spędzanie wolnego czasu.

Nad Bracką Jesienią unosiła się więc aura pikniku, chilloutu i dobrej zabawy. W jej ramach jedni zwiedzali browar (w obowiązkowych kaskach), inni tańczyli pod sceną, jeszcze inni zajadali, co im w food truckach podano. My nie omieszkaliśmy skorzystać z VIP-passów, dzięki czemu mieliśmy dostęp do dodatkowych przekąsek i darmowego piwa Browaru Zamkowego. Nie będę ukrywał – większość z nich nie robi zbyt wielkiego wrażenia, ale bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Dark Saison. O ile wciąż nie jestem przekonany, czy takie połączenie to perfekcyjnie rozwiązanie, o tyle ekipie z Cieszyna udało się połączyć przyjemne fenole z czekoladą.

Zupełnie przyzwoitego Witbiera przygotował Browar Pustynny. Wypiłem kilka łyków, zdominowanych dość mocno przez kolendrę, ale o ile zazwyczaj nie lubię królowania tego dodatku, tak tutaj wszystko mi się zgodziło. Ciekawie prezentuje się Czerwony Kaspelek z Piwowarowni. O ile w edycji butelkowej piwo sprawiało wrażenie przechmielonego na goryczkę (w kontekście spółkowania z malinami), o tyle edycja lana już takiego wrażenia nie sprawia. Smacznie łączy kwaskowość ze słodyczą. Szanuję.

Największe wrażenie zrobił na mnie (i chyba nie tylko na mnie) Trubo Exotic z Fabrica Rara. Współgospodarze (w końcu też z Cieszyna). To, zdaje się, pierwsze kwaśno-dzikie Sour Imperial IPA jakie piłem. Co tu dużo mówić – trunek jest wypadkową wszystkiego, co dobre w mocnym IPA oraz piwie kwaśnym. Mnóstwo chmielu, sporo owocowości i zgrabnego balansu między kwaskiem, goryczą, a odsłodową pełnią. Dla mnie bomba, apeluję o powtarzanie!

Wnoszę też o to, by wszystkie festiwale były takie „bez spiny”, jak Bracka Jesień. W dobie wyścigów o to, kto zafunduje więcej atrakcji, czasami po prostu wystarczy dać się ludziom napić piwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *