PROGNOZY 2015: bitwa o piwo

Kolejka po piwo

Kolejki po piwo potrafią zaskoczyć 😉

Z jednej strony przegrzanie koniunktury, z drugiej konieczność zapisów na niektóre tytuły. No to jak w końcu jest z rynkiem piwa w Polsce?

Niedawno na moim blogu ukazały się dwa teksty, w których przedstawiciele polskich browarów rzemieślniczych i kontraktowych oceniają stan i przyszłość sceny piwa w naszym kraju. Dokładnie przestudiowałem ich opinie i przeczytałem wasze komentarze. Wynika z nich pewna dwutorowość, która co mniej wtajemniczonym wyda się dziwna, wręcz sprzeczna.

PRZEGRZANIE

Oto bowiem z jednej strony, po bardzo intensywnym i udanym właściwie dla wszystkich roku, ma nadejść 12 miesięcy, w czasie których z ust części piwowarów zniknie uśmiech. Na półkach sklepowych pojawia się tyle nowości, a na mapie browarów tak dużo inicjatyw, że wręcz ciężko oczekiwać, by wszystkie produkty sprzedały się na pniu. Tym bardziej, że liczba fanów piwnej rewolucji nie rośnie tak szybko, jak ilość butelek i kegów. Zwyczajnie nie jesteśmy w stanie wypić wszystkiego, co oferują nasi rzemieślnicy.

Co więcej, część z nas nawet nie ma ochoty. Wielu narzeka na nadpodaż IPA, a przecież to standardowy element portfolio wszystkich browarów. Tyle że firmy nie mogą przestać produkować mocno nachmielonych amerykańskimi odmianami trunków, bowiem właśnie dzięki nim zdobywają nowe terytoria. I koło się zamyka. Wypada więc trzymać kciuki, by rok 2015 sprawił, że piwa rzemieślnicze podbiją kolejne procenty rynku (1% bez browarów regionalnych, 5% razem z nimi). W innym wypadku czeka nas fala zamknięć, fuzji lub przejęć przedsiębiorstw.

KOLEJKI JAK ZA PRL

Ktoś może jednak zapytać: jak to się ma do sytuacji, w której Pinta wypuszcza Imperatora Bałtyckiego, a Olimp Hades Gone Wild, na które trzeba się wcześniej zapisywać, albo ustawiać w kolejce jak po nowego iPhona, a fani są gotowi za nie zapłacić dowolną kwotę? Tak ma wyglądać rynek konsumenta?

Albo sytuacja z Porterem Bałtyckim Wędzonym z Widawy. Przyszedłem po niego w poniedziałek po Świętach, by dowiedzieć się, że dostawa z soboty zniknęła w kilka godzin… Co jak co, ale trudno w takim wypadku pomyśleć, że browarom jest źle i że część z nich powinna drżeć o swoją przyszłość.

A DLACZEGO TO TAK?

W głowie rodzi się więc proste pytanie: skoro piwa mocne, wysokoekstraktywne cieszą się tak gigantyczną popularnością, skoro browar jest w stanie sprzedać dowolną ich ilość (zakładając, że nie mają wyraźnych wad), to dlaczego tak mało się ich warzy? Dlaczego rzemieślnicy nie postawią masowo na RISy, Barley Wine, Double IPA czy Quadruple?

Odpowiedź tkwi w technologii, sprzęcie i kosztach. Zacznijmy od rzeczy najbardziej oczywistej: browar to biznes. Jak każda inna firma ma zapewnić jej właścicielom utrzymanie, zysk i rozwój. I choćby nie wiem, jak wielkimi ideowcami byli, o jaką by rewolucję nie walczyli, jeśli na koniec dnia będą mieli na koncie 0 zł, będą sobie mogli wielkie marzenia wsadzić sami wiecie gdzie.

Dlatego też MUSZĄ produkować przede wszystkim takie trunki, które po uwarzeniu i niezbyt długiej fermentacji zostaną zabutelkowane, rozwiezione do sklepów na terenie całej Polski, po czym szybko wykupione przez klientów. Jednak robią to po coś – by mieć środki na eksperymenty.

Twórca jednego z najbardziej szanowanych rodzimych kontraktowców powiedział mi kiedyś: „Moglibyśmy spokojnie zapiąć koniec z końcem już teraz dzięki naszej flagowej AIPA, choć mówiąc szczerze jej warzenie już nam się nudzi. Odkładamy jednak te pieniądze na dalsze inwestycje i warzenie ciekawszych piw.”

Dzięki zgromadzonym funduszom mogą powstać ciekawe i mocarne trunki. Koszt ich produkcji jest bowiem niebotyczny w porównaniu do jasnych, relatywnie lekkich piw. Musisz nie tylko użyć większej ilości składników (słodu, chmielu, wody, lepszych drożdży), ale jeszcze zająć jeden tank fermentacyjny na kilka miesięcy, by piwo dojrzało. A przecież w tym czasie mógłbyś uwarzyć kilka warek innego stylu…

To dlatego mocarze powstają tak rzadko. To dlatego kosztują krocie. To wreszcie dlatego jest ich tak mało – trzyma się je wszak w najmniejszych tankach, by nie zajmować przestrzeni innym piwom i by koszty amortyzacji i magazynowania były relatywnie niskie.

ABY BYŁO INACZEJ

Czy ta sytuacja może ulec zmianie? Na pewno tak – jeśli browary rzemieślnicze zaczną zarabiać więcej. A będzie to możliwe dopiero w sytuacji, gdy poszerzy się rynek na te produkty i znajdzie się więcej odbiorców gotowych porzucić lagery na rzecz AIPA.

Druga sprawa to posiadanie własnego sprzętu. Większość naszych rzemieślników warzy na kontraktach u większych firm, nie może więc sobie pozwolić na nadużywanie ich gościnności i wylegiwanie piwa po pół roku i dłużej. Dlatego też sporo firm już teraz ma wizję otwarcia własnej warzelni, by móc pogodzić misję z biznesem.

Proponuję więc wejść w 2015 rok z założeniem zrozumienia piwnego biznesu i wspierania jego rozwoju. Polski rynek jest jeszcze bardzo młody i długa przed nim droga, by osiągnąć stabilizację. Wierzę, że wspólnymi siłami możemy przyśpieszyć ten proces.

0 komentarzy na temat “PROGNOZY 2015: bitwa o piwo

  1. W Polsce podatki itd zabijają możliwość warzenia mocnych piw…. Za granicą nie mają z tym problemów jakoś…. Taki De Molen: cała paleta risów w tym leżakowanie w wielu różnych beczkach (beczki też kosztują), barleywine itd itd… Belgijski struise- podobnie jak z DeMolenem…. I jakoś oni nie mają parcia na wrzucanie worów z chmielem do piwa (ale to już nie o to chodzi). Jeszcze można dodać że obydwa te browary wymienione przeze mnie warzą niewielkie ilości piwa (w porównaniu np z Pinta). Także u nas w tej kwestii nic się nie zmieni raczej. Upadek browaru to raczej na własne życzenie, bo brak w miarę stałej jakości i brak innowacji (w stylach) to kwestia do upadku. To nie koncerny, że rynek zbytu jest duży i lagery schodzą jak woda mineralna.

    Co do stwierdzenia że „Zwyczajnie nie jesteśmy w stanie wypić wszystkiego, co oferują nasi rzemieślnicy.” to mam zdanie że jednak nie chcemy pić w kółko tego samego. 10 teoretycznie różnych piw, każde z amerykańskim chmielem, i każde po otwarciu pachnie cytrusem i chmielem, a reszta to mogą być niuanse…

    A co do „Tyle że firmy nie mogą przestać produkować mocno nachmielonych amerykańskimi odmianami trunków, bowiem właśnie dzięki nim zdobywają nowe terytoria”. Czy aby napewno ? Gdyby te browary zdobywały nowe terytoria to nie było by głosów narzekań na US chmiel.

    Prawda jest taka że u nas żyją z tezą że browar to biznes- i przez to nie szybko dorośniemy do warzenia mocnych piw.

    • Odniosę się do kwestii narzekania na piwa mocno chmielone – zobacz, skąd one płyną. Przede wszystkim od piwoszy, którzy już od dawna siedzą w rewolucji. Natomiast zdecydowana większość neofitów jara się właśnie US chmielem. Sam „nawróciłem” kilkanaście osób właśnie dzięki piwu nimi nachmielonym. Dlatego twierdzę, że to dzięki nim rynek piwa rzemieślniczego jest w stanie się rozszerzać o nowych ludzi.

  2. Świetny tekst. Jedyne z czym mógłbym podyskutować, to wizja sprzedaży dowolnej ilości mocnych piw. Tutaj nie jestem do końca przekonany. Hades Gone Wild i Porter wędzony z Widawy wyszły w nakładzie po kilkaset butelek. To nawet nie jest margines sprzedaży. Ciężko na tej podstawie wyrokować, jakie byłoby na nie realne zapotrzebowanie… Imperator Bałtycki z pierwszej warki to bodaj niecałe 7 tysięcy butelek. Każda kolejna była mniejsza. Ogromna pozycja tego piwa w rankingach, specyficzna promocja, atmosfera i ogólnie bardzo pozytywny odzew sprawiają, ze sprzedałby się pewnie kilka razy więcej (ale zapewne nie każda ilość). Natomiast Hadesa w wersji podstawowej (którego, o ile pamiętam, było trochę ponad 6 tysięcy butelek), można było w takim Wrocławiu kupić kilka miesięcy po premierze (a przed gwiazdką widziałem zdjęcie z jakiegoś sklepu w kraju, gdzie na półce stało jeszcze sporo butek)… Biorąc pod uwagę, że sporo osób wzięło więcej niż jedną butelkę (np. ja kupiłem 4) i ponownie nie muszą już po to piwo sięgać, można dojść do wniosku, że nawet wśród ciekawych mocarzy nie musi być kolorowo. Pewnie zweryfikuje to trochę nadchodzący rok, w którym tych mocarzy zapowiada się zdecydowanie więcej. Dodatkowy problem leży w tym, że cena tych ciekawszych piw będzie z pewnością dość wysoka i zbliży się, lub przekroczy ceny piw zagranicznych (do Nogne O czy Emelisse już się zbliżyła) Czyli automatycznie zaczną one walczyć o klienta z zagranicznymi, sprawdzonymi i uznanymi produktami (mój ostatni dylemat – kupić jedną butelkę Duke of Flanders, czy za te same pieniądze trzy Rodenbachy grand cru?).

    • Zaskoczyłeś mnie z tym Hadesem. Za tamtych czasów mieszkałem jeszcze w Krakowie i absolutnie wszystkie butelki z pierwszej partii zeszły w – bo ja wiem – tydzień? Może to kwestia tego, że albo sklepikarze/hurtownie chomikują piwa na kilka tygodni/miesięcy (takie, które się da), by później przyciągnąć do siebie klientelę i sprzedać produkt za wyższą cenę? Zajmę się tą kwestią w najbliższej przyszłości 🙂

      • Pierwsza partia Hadesa rozeszła się w Drink Hali bardzo szybko. Po jakimś tygodniu doszła następna i stała dość długo. Wydaje mi się, że w Piwnicy ten Hades był dużo dłużej… że stał tam całkiem niedawno w tej samej cenie, co drugiego dnia po premierze (pierwszego dnia był na pewno parę groszy tańszy)… warto by zapytać na miejscu, bo może mam jakieś zakrzywienie czasu… Pamiętam jeszcze, że swego czasu w Drink Hali dość długo dostępny był Chateau z Artezana… ale wtedy mało kto był odporny na ceny wyraźnie powyżej 10 złotych. Natomiast tuż przed świętami byłem w Browarku na Szczęśliwej i zdziwiło mnie, że jeszcze można kupić Happy Crack (choć tego pewnie na rynku było bardzo dużo)…

    • zamiast duke of Flanders polecam kupić te 3 rodenbachy grand cru lub: 1 rodenbach grand cru, 1 rodenbach (zwykły, w butelkach 250ml), i do tego duchesse de bourgogne),

      sam mam 10 zwykłych rodenbachów (250ml), 2x grand cru ( z czego 1 jest ok 2lata po terminie), 1 rodenbach vintage (wersja z rocznika 2010- nie do kupienia w Polsce raczej), i 1 Duchesse (ale musze kupic kilka butelek na leżakowanie 🙂 )

      • Nie napisałem tego, żeby za bardzo nie odbiegać od istoty sprawy, ale dokładnie tak zrobiłem.., W mojej piwniczce czeka 1 rodenbach grand cru, 1 rodenbach (zwykły, w butelkach 250ml), i do tego duchesse de bourgogne 😉 Trochę poczekają, bo kolejka jest długa, a zima rządzi się mocnymi piwami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *