BEER GEEK MADNESS: „chcemy aby BGM stało się marką rozpoznawalną na świecie” – wywiad

Daniel Mielczarek

Daniel Mielczarek, fot. Sławomir Okrzesik/Strop Studio

Druga edycja wspaniałego piwnego święta nadchodzi wielkimi krokami. Z Danielem Mielczarkiem, mózgiem całego przedsięwzięcia, rozmawiałem o idei Beer Geek Madness, atrakcjach, które nas czekają w Zaklętych Rewirach, a także o piwnej alchemii.

POCZĄTKI

JERRY BREWERY: Zacznijmy od samego początku, czyli Twojego i Magdy spotkania z Mikkellerem.
DANIEL MIELCZAREK:
Tak, od tego wszystko się zaczęło. Spotkaliśmy się z ekipą Mikkellera w Berlinie 29-30 listopada 2013 roku, w hotelu Michelberger. Mikkeller przywiózł wtedy 10 swoich piw w beczkach i zbudował w restauracji hotelowej pop up bar. Pojechaliśmy więc tam z Magdą, by się z nimi spotkać i spróbować ich wyjątkowych piw.

Czy już wtedy miałeś w głowie wizję stworzenia Beer Geek Madness?
Nie, to była czysta ciekawość. Ja wtedy byłem świeżo upieczonym geekiem. Piwem rzemieślniczym  zainteresowałem się 3 miesiące wcześniej, w sierpniu 2013 roku (wakacje spędzone w Bambergu i wizyta w kultowej Schlenkerli). Chcieliśmy po prostu zobaczyć ludzi z Mikkellera i z nimi pogadać. Na miejscubył Rob, manager baru Mikkellera w Kopenhadze, ze swoją ekipą. Niemcy zupełnie nie docenili faktu, że gości u nich taki browar. Jeszcze przed północą byliśmy z Magdą jedynymi gośćmi, którzy zostali w barze. Wyciągnęliśmy piwa przywiezione z Polski – mieliśmy ze sobą Widawę, Pintę, AleBrowar – i rozpoczęła się wspólna degustacja oraz rozmowy do rana. Zostaliśmy zaproszeni do źródła. Naturalnie zaplanowaliśmy Sylwestra 2013 w Kopenhadze. Tam z kolei pojawiła się koncepcja rewizyty Mikkellera w Polsce. Nie było oczywiście mowy o żadnym festiwalu, raczej o wizycie w jakiejś wrocławskiej knajpie i kranobraniu. Pomysł zaczął się jednak rozrastać i okazało się, że multitap może być za mały na tego typu wydarzenie. Wtedy doszliśmy do wniosku, że musimy wyjść poza ramy „takeover” i poszukać czegoś większego. Tak zrodziła się idea BGM.

Od początku działaliście tylko we dwójkę?
Tak. Oczywiście po pomoc zwróciliśmy się do dystrybutora Mikkellera na Polskę – hurtowni Smak Piwa – ponieważ sami nie mieliśmy, koncesji i niezbędnych papierów. Hurtowni spodobał się nasz pomysł i stała się naszym partnerem biznesowym przy pierwszej edycji BGM. Całość wyszła więc bardzo spontanicznie.

Zanim przejdziemy do dalszej opowieści o BGM, muszę jeszcze zapytać o Twoje poprzednie zajęcie. Co robiłeś i czy dalej się tym zajmujesz?
Cóż… Przez 12 lat pracowałem w dużej korporacji działającej w branży spożywczej. Zarządzałem zespołem sprzedażyna obszarze Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Kiedy spotkałem na swojej drodze piwo rzemieślnicze, praca w korporacji powoli zaczęła schodzić na drugi plan. W pewnym momencie postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Odszedłem z korporacji i w całości poświęciłem się swojej nowej pasji. W dniu premiery BGM wygasła moja umowa z pracodawcą.

Cóż za piękny zbieg okoliczności! (śmiech) Wróćmy więc do imprezy, a konkretnie ekipy za nią odpowiedzialnej. Czy w jej skład wchodzi ktoś jeszcze oprócz Ciebie i Magdy?
Po pierwszej edycji imprezy wspólnie ze Smak Piwa doszliśmy do porozumienia, że BGM pozostaje wyłącznie w naszych rękach. Smak Piwa, ze swoim wieloletnim doświadczeniem, zadeklarował nam pomoc w dystrybucjizagranicznych piw przy kolejnych edycjach. Taki układ najbardziej nam odpowiadał. Dzięki niemu mamy bezpieczeństwo w sprowadzaniu najlepszych zagranicznych piw i pełną niezależność w kreowaniu i rozwijaniu imprezy. Po drodze udało nam się jeszcze porozumieć z Zaklętymi Rewirami, które po pierwszej edycji zobaczyły, że w tej imprezie tkwi wielki potencjał. Mamy więc olbrzymie zaufanie i wsparcie z ich strony. Najlepszym na to dowodem jest otwarcie dla nas, na czas  kolejnych edycji, całego lokalu oraz rozbudowa nowych sal.  Mamy teraz dwa razy więcej przestrzeni i zupełnie nowe pomieszczenia.

Oprócz Zaklętych Rewirów pojawia się nazwa „Klub Pralnia”…
Tak, warto to wyjaśnić, ponieważ niektórzy gubią się w tej terminologii. Zaklęte Rewiry to cały budynek dawnego browaru Haase przy Krakowskiej 100. Na dole działa Galeria Stukotów. Wyżej jest klub Pralnia oraz Zaklęte Rewiry. Zatem mamy 2 pietra i 3 różne przestrzenie. Dodatkowo planujemy odpalić dach ze strefą chill out. Mamy tam swój mural, scenę  i sky bar.

ATRAKCJE

Mam wrażenie, że ze względu na ściśle zaplanowany termin oraz liczbę atrakcji, masz zdecydowanie więcej pracy niż przy pierwszej edycji Beer Geek Madness.
Jest zupełnie na odwrót. (śmiech) Teraz działa nam się przyjemniej i spokojniej, bowiem jesteśmy bogatsi o wiele doświadczeń z pierwszej odsłony BGM. Wielkim wsparciem jest dla mnie Magda, która na co dzień zajmuje się organizacją dużych imprez w jednej z eventowych agencji warszawskich. Pomogło nam też mnóstwo ludzi dobrej woli, którzy bezinteresownie udzielali się przy organizacji pierwszej edycji. Dzięki ich zaangażowaniu zrobiliśmy ten festiwal właściwie w jeden miesiąc. Teraz wszystko zostało zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Właściwie już w połowie września nawiązaliśmy kontakt z browarem The Alchemist. Wiedzieliśmy co robimy, jaki będzie temat przewodni imprezy – mogliśmy więc zacząć tworzyć jej scenariusz. Po drodze poznałem wielu ciekawych ludzi. Kiedy broda stała się moim atrybutem, zacząłem chodzić do salonu barberskiego Petit Pati, gdzie poznałem właścicieli: Tomka i Patrycję. Oni z kolei skontaktowali mnie z człowiekiem, który pasjonuje się i tworzy miejskie motocykle typu cafe racer – Grzegorzem Korczakiem. Później pojawili się ludzie związani z muzyką, m. in. Adam z agencji CorePoration. Po pewnym czasie doszliśmy do wniosku, że skoro łączy nas wszystkich miłość do piwa rzemieślniczego, warto zorganizować imprezę o szerszym charakterze, która nawiąże także do innych pasji i zainteresowań. Tak zrodziła się koncepcja Beer Is Art.

Mnie bardzo interesuje obecność speców od tatuaży na BGM.
To ciekawa historia. Poznałem jakiś czas temu Marcina Pacześnego, który od lat organizuje konwent tatuaży we Wrocławiu. Okazało się, że Marcin od dawna szukał nowego miejsca dla swojego wydarzenia, gdyż dotychczasowe, Browar Mieszczański, nie spełniało jego oczekiwań. Ja zaproponowałem mu Zaklęte Rewiry. Okazało się, że to było to, czego szukał. Dogadał się z właścicielami i właśnie w tym miejscu odbędzie się tegoroczny konwent. Na konwencie również poleje się piwo rzemieślnicze. Impreza odbędzie się dwa tygodnie po naszej.

Jaka będzie rola tych wystawców? Czy będzie można zrobić sobie tatuaż w czasie BGM?
Tak, na miejscu będą artyści z Rock N Ink Tattoo oraz Redberry Tatoo Studio, którzy będą wykonywać tatuaże. Chcę dodać, że to oczywiście nie jedyni artyści, którzy pojawią się w ramach projektu „Beer Is Art”. Będzie stoisko barberskie Petit Pati,  a z Londynu przyleci specjalnie mistrz Sev The Barber z SHARPS Barber and Shop i będzie golił brzytwą. Będą najlepsi bariści z Arabean i Cafe Sztuczki, którzy szykują prawdziwą kawową alchemię. Będą też dziewczyny, które tworzą  „kraftowe” ubrania i biżuterię, będą chłopaki którzy budują  niesamowite modele z klocków Lego, pojawią się też piwne kosmetyki i customowe motocykle oraz kultowe jednoślady Harley Davidson. Wszystkie szczegóły wraz programem, pakietami i mapą obiektu można już zobaczyć na naszej stronie, którą przygotował dla nas Grzegorz Chorostecki z agencji FLOV: beergeekmadness.com.

Opowiedz o muralu, który powstaje na dachu Zaklęty Rewirów. Czy będzie go można zobaczyć w trakcie imprezy?
Tak, będzie można go zobaczyć. Ten mural jest efektem kolejnej naszej wspaniałej znajomości. Kasia Krutak, która odpowiada za plakat i motyw Beer Is Art, który pojawi się koszulkach oraz gadżetach, poznała mnie z Marcinem Malickim z Bielska-Białej, czołowym polskim street-artowcem, który zajmuje się malowaniem murali. Szybko zgodził się wykonać dla nas obraz na 17 metrowym murze na dachu Zaklętych Rewirów. Marcin przyjechał do Wrocławia, rzucił okiem na mur, a następnie poprosił mnie, abym zabrał go do Muzeum Narodowego. Tam szukał inspiracji. Po trzech tygodniach przyjechał do nas z gotowym pomysłem, poprosił o zakup farb i rozpoczął malowanie. Po prawej stronie muru znalazły się nawiązania do sześciu dzieł sztuki, które znajdują się  w naszym Muzeum, pośrodku znajduje się logo BGM, z kolei lewa część murala niech pozostanie niespodzianką do czasu imprezy.

MUZYKA

Pogadajmy jeszcze o muzyce, gdyż podczas BGM będzie można posłuchać kilku kapel grających na żywo.
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, by BGM 2 stworzyć w konwencji Boskiej Komedii Dantego, która tak mocno nawiązuje do średniowiecznej alchemii. Motyw wędrówki przez kolejne kręgi – przestrzenie Zaklętych Rewirów – będzie mocnym punktem naszej koncepcji. Każdy kto odwiedzi naszą imprezę na każdym piętrze znajdzie coś unikatowego, niespodziewanego. To ma korespondować z motywem przewodnim  tej edycji BGM, czyli alchemią. Chciałem, by na każdym z pięter Zaklętych Rewirów znalazła się inna przestrzeń muzyczna . By każdy uczestnik mógł znaleźć dźwięki dla siebie. To również odpowiedź na uwagi zgłaszane po zeszłorocznej edycji, że serwowana wtedy elektronika nie wszystkim odpowiadała. I tak: na scenie głównej pojawi jazz (Piotr Rachoń Trio z Wrocławia), indie rock (Please The Trees z czeskiej Pragi) oraz blues (tutaj dogadujemy jeszcze kapelę). Wizyta Please The Trees jest o tyle ciekawa, że chłopaki działają proekologicznie i w ramach swojej akcji w każdym miejscu, gdzie grają, starają się sadzić drzewo. Pomyślałem więc, że warto we Wrocławiu posadzić kraftowe drzewo!

Świetny pomysł! Czy już wiesz, gdzie zostanie zasadzone?
Obecnie trwają rozmowy z Urzędem Miasta, by znaleźć lokalizację dla tej inicjatywy. Jesteśmy bliscy sfinalizowania tej sprawy. Gdy już znajdziemy właściwe miejsce, poinformujemy o nim wszystkich, by mogli wziąć udział w tym wydarzeniu. Planujemy, że sadzenie drzewa dobędzie się o 16:00, czyli na godzinę, przed startem imprezy. Jeśli akcja wypali, to być może podczas kolejnych edycji BGM będziemy sadzić kolejne kraftowe drzewa. Wyrośnie z tego prawdziwy kraftowy las!

Brzmi rewelacyjnie. Wróćmy do tematu muzyki. Kto jeszcze zagra w Zaklętych Rewirach?
Na scenie alternatywnej wystąpią jeszcze cztery ekipy. This Noise z ostrym rockiem, Fate grający punky reggae, Elvis Deluxe, który  gra dźwięki najbliższe mojemu sercu – stoner rocka. Na koniec pojawi się Tester Gier – śląska kapela, która, jak twierdzi, gra metal dla pieniędzy. Z tego co wiem, chłopaki robią wielkie show na scenie, więc jestem bardzo ciekaw ich występu. Jeśli pogoda dopisze, po północy na dachu, pojawi się jeszcze jedna scena z najlepszymi we Wrocławiu DJ-ami.

Atrakcji jest zatem mnóstwo i sądzę, że na BGM 2 może pojawić się jeszcze więcej osób, niż na jedynce. Wtedy pojawiły się głosy, że wewnątrz jest dość ciasno. Jak rozwiążesz ten problem?
Nie sądzę, by w sierpniu było aż tak źle. Tłoczno owszem, ale nie ciasno. Teraz otwieramy całe Zaklęte Rewiry dla naszych gości i liczymy, że klub może pomieścić około 3000-3500 osób. Przez pierwszą edycję przewinęło się ich 1800. Tak więc znacząco zwiększamy limity, z zaznaczeniem, że najważniejsze jest dla nas bezpieczeństwo wszystkich uczestników. Może się tak zdarzyć, że w pewnym momencie przestaniemy wpuszczać nowe osoby, jeśli uznamy, że w środku zrobiło się zbyt tłoczno. Zakładam oczywiście, że może zdarzyć się tak, iż część osób wejdzie do nas tylko na chwilę. Zamówiliśmy więc 4000 sztuk szkła na tę ewentualność, by każdy mógł bez problemu  je zakupić. W tym miejscu chciałbym zaapelować do naszych gości, by pojawili się na miejscu już o 17:00, gdy ruch – zakładam – będzie mniejszy, niż po 20:00.

BGM_2

fot. Polskie Minibrowary

DLA POCZĄTKUJĄCYCH I DLA GEEKÓW

Omówiliśmy już sprawy organizacyjne oraz atrakcje dodatkowe, pora skupić się na najważniejszym – piwie. Z tego co wiem, przygotowaliście też pakiet szkoleń dla uczestników BGM.
Tak, wszystkie będą bezpłatne, gdyż chcemy za ich pomocą szerzyć wiedzę na temat piwa. Warsztaty poprowadzą Piwoznawcy, firma Maćka Chołdrycha. Pierwszy przewidzieliśmy dla początkujących, by wprowadzić ich w świat piw rzemieślniczych. Drugi przeznaczony będzie tylko dla kobiet, by także i one mogły zakochać się w tym wspaniałym kraftowym świecie smaków i aromatów. Ostatnie to już jazda dla prawdziwych geeków, w ramach której damy im możliwość spróbowania naprawdę szalonych i odjechanych piw.

A czy będzie można je także kupić w czasie festiwalu?
Jeśli chodzi o zagraniczne piwa, postawiliśmy na Amerykę. Mamy 14 kranów z piwami beczkowymi i ponad 60 najlepszych piw w butelkach. Ilości są bardzo ograniczone po 3-5 butelek ze smaku. Chcieliśmy, by na imprezie można było spróbować reprezentantów właściwie wszystkich stylów, produkowanych w USA: od pale ale, poprzez piwo na dzikich drożdżach, skończywszy na Imperialnych Stoutach. W beczkach nie mamy,tak popularnego na wszystkich festiwalach stylu IPA, gdyż ten styl, zarówno w wersji zwykłej, jak i imperialnej, przywiezie do nas The Alchemist.

THE ALCHEMIST

Opowiedz więc jak dotarłeś do ludzi z browaru Alchemist.
Jeszcze przed pierwszą edycją BGM sporządziłem listę piw, które chciałbym spróbować przynajmniej raz w życiu. Wśród piw amerykańskich, czołowe miejsce zajął Heady Topper, czyli najlepsza na świecie Imperialna IPA z mikrobrowaru The Alchemist. Przyznam, że nie było łatwo skontaktować się z tym browarem, nawet za pośrednictwem sieci. To bardzo mała firma ze stanu Vermont, prowadzona przez wspaniałych ludzi: małżeństwo Jen i John Kimmich. W końcu udało nam się zdobyć do nich kontakt i stwierdziliśmy: nic nas to nie kosztuje – warto do nich napisać o naszej idei, o festiwalu Beer Geek Madness i zaprosić ich do Polski. Dosłownie tydzień po naszym mailu do Magdy spłynęła odpowiedź, że bardzo chętnie do nas przyjadą. Spodobała im się idea festiwalu, a że nigdy nie byli w tej części Europy, zdecydowali się skorzystać z zaproszenia. Wtedy rozpoczęliśmy rozmowy o szczegółach imprezy, które w połowie października zostały zakończone sukcesem. Ustaliliśmy, że John i Jen przyjadą do nas razem z trzema piwami, które uwarzą dla nas. Niestety jednego z nich (Beelzebub – Imperial Stout) nie udało się dokończyć ze względu na brak chmielu – ten kryzys dotknął również USA. Stanęło na tym, że do Polski przywiozą Heady Toppera oraz Focal-Banger, ich rewelacyjne IPA.

Ile sztuk tych piw będzie dostępne podczas BGM?
Heady Topper, który wczoraj dotarł do nas drogą lotniczą, będzie w ilości 2400 sztuk. Z kolei Focal-Bangera mamy w ilości 960 sztuk. Cena półlitrowej puszki będzie zależna od kursu dolara, ale mamy nadzieję, że uda się nie przekroczyć 35 zł, a może nawet 30 zł.

Z tego, co wiem, John i Jen nie pojawią się we Wrocławiu.
Pierwotny plan zakładał, że przyjadą do nas osobiście. Jednak już jakiś czas temu poinformowali nas, że walczą o rozbudowę swojego browaru. Obecny jest na tyle mały, że piwo jest reglamentowane. Wjeżdżając do miejscowości, w której mieści się browar (Waterbury – przyp. jb), możesz zakupić maksymalnie 24 sztuki ich topowego piwa.. Burmistrz miasta poprosił nawet ludzi, by nie wjeżdżali do niego po zakup piwa, gdyż robi się w nim niezwykle tłoczno – miasteczko jest bowiem bardzo małe, liczy zaledwie 5 tys. mieszkańców. The Alchemist rozwiązał  ten problem tak, że co jakiś czas wyjeżdża poza miasto, rozstawia swoje stoisko na okolicznej łące i z samochodu sprzedaje swoje piwa. Puszczają przy tym muzykę, rozpalają grilla i robią małą imprezę. Browar od dawna walczył o to, by powiększyć swoje moce produkcyjne. W końcu się udało – w kwietniu rusza rozbudowa. Do tego doszły sprawy rodzinne Jen i Johna i w efekcie musieli odwołać swój przyjazd do Polski. Szczęście jednak nam sprzyja, bowiem Jim Conroy, główny piwowar Alchemist, stwierdził, że to on do nas przyjedzie. To dla niego o tyle ekscytujące, że jak dotąd nigdy nie wyjeżdżał poza USA i polskie, czy  w ogóle europejskie piwowarstwo kojarzy mu się wyłącznie z dolną fermentacją. Myślę, że nasze browary bardzo mile go zaskoczą.

BGM_9

fot. Sławomir Okrzesik/Strop Studio

POLSKIE BROWARY

Skoro wywołałeś ten temat spytam otwarcie: czy już wiesz, co szykują nasi reprezentanci na Beer Geek Madness 2?
Zaskoczę cię, ale wiem praktycznie tyle, co wszyscy, czyli niewiele. (śmiech) Widziałem, co przygotowuje Pinta, czyli imperialne Black IPA z egzotycznymi dodatkami, na nowozelandzkich chmielach. Dziś dowiedziałem się, że browary Piwoteka, Mason, Kraftwerk i Browar Stu Mostów weszły w kooperację o nazwie Magnum Opus, w ramach której stworzą cztery piwa odnoszące się do czterech alchemicznych procesów. Każde będzie miało inny kolor i zawierało zwariowany dodatek. Już na dniach te browary ujawnią swoje dzieła oficjalnie. Wojtek Frączyk z Widawy szykuje piwo leżakowane w beczce po Jacku Danielsie, Pracownia Piwa pracuje nad saisonem, a chłopaki z Profesji i Szału Piw nad dzikusami. Czekamy na wieści z obozów: Kingpin, Birbant i Dcotor Brew. To będzie naprawdę wyjątkowa edycja i prawdziwie alchemiczne premiery.

Jak wyglądają warunki postawione browarom przez Ciebie? Czy mówisz im: „koniecznie musicie uwarzyć szalone piwo”?
Nie, absolutnie – to wszystko jest ich inicjatywa. My trzymamy się pewnych ogólnych motywów przewodnich: podczas pierwszej edycji było to „szaleństwo”, teraz będzie nim „alchemia”. Rozmawiając z polskimi browarami poprosiliśmy ich, by przygotowali takie piwa, które będą im się kojarzyły z alchemią. Wszyscy bardzo się ucieszyli, ponieważ to bardzo wdzięczny temat do interpretacji: możesz mieszać w składzie piwa, w dodatkach czy w procesie technologicznym. W efekcie powstaną naprawdę nietuzinkowe trunki.

Czy orientujesz się w jakich ilościach powstają piwa na BGM? Czy będzie można je spróbować poza imprezą?
Wydaje mi się, że tak. Te browary, które warzą kontraktowo, muszą zdać się na dostępny im sprzęt i siłą rzeczy uwarzyć więcej. Mniejsze, rzemieślnicze browary mogą sobie pozwolić na mniejsze warki. Jednak, jak obserwuję, ta inicjatywa jest dla nich tak fajna, że browary chcą piwa uwarzone na BGM utrzymywać w ofercie – przykładem Dragon Fire z Pracowni Piwa.

Skomentuj proszę sytuację z AleBrowarem, który wycofał się z udziału w imprezie. Co się wydarzyło?
W zeszłą niedzielę dostaliśmy informację od Bartka Napieraja, że niestety piwo im się nie udało i musiało zostać wylane. Tym bardziej żałuję, że to właśnie AleBrowar jako pierwszy w tym roku zgłosił się do nas z chęcią uczestnictwa w Beer Geek Madness, gdyż nie było go na pierwszej edycji. Mam nadzieję, że powiedzenie „do trzech razy sztuka” się sprawdzi i we wrześniu chłopaki pojawią się ze swoim piwem na BGM3.

KOLEJNE EDYCJE

Właśnie – kolejne edycje. Ile masz już ich zaplanowanych?
W tym momencie pięć, natomiast szczegóły ujawniliśmy już co do dwóch kolejnych, gdyż tam mamy już potwierdzonych gości honorowych z zagranicy. We wrześniu pojawi się u nas niemiecki kraft – osiem najciekawszych inicjatyw  na czele z BrauKnustKeller i Camba Bavaria. Z kolei za rok, w kwietniu, pojawi się  browar Stone. Ta edycja będzie również poświęcona amerykańskiemu i niemieckiemu piwu, gdyż Stone właśnie buduje browar w Berlinie, który ma zostać ukończony w październiku. W nowym browarze uwarzą dla nas swoje świeże piwa.

Jak rozumiem kolejne edycje także odbędą się w Zaklętych Rewirach?
Tak. Sądzę, że to naprawdę interesujące miejsce, o czym wszyscy przekonają się już w kwietniu, gdy otworzymy cały budynek dla naszych gości. Uważam, że we Wrocławiu nie ma lepszego miejsca dla naszej inicjatywy.

A czy planujesz jakąś edycję BGM poza Wrocławiem?
Mieliśmy taką wizję, by Beer Geek był festiwalem „nomadowym”. Chcielibyśmy wyruszyć z nim nie tylko w Polskę, ale i do innych krajów. Nie ukrywam: chcielibyśmy, by Beer Geek Madness był rozpoznawalny na całym świecie i docelowo tak się stanie, ale potrzebujemy na to czasu i konsekwencji. Uważam, że koncepcja, którą opracowaliśmy, może być spokojnie przeniesiona do innych miast.

Czy podjąłeś już jakieś kroki w tym kierunku?
Na razie nie. Najbliższe edycje będą odbywały się we Wrocławiu i chcemy się tu pokazać jako świetna, niezawodna marka. Jeśli już gdzieś wyruszymy, to najpewniej w kierunku Berlina. Jeśli wrześniowa edycja niemiecka wypali tak, jak sobie tego życzymy, to spróbujemy z naszymi partnerami z Niemiec uderzyć właśnie do tego miasta. Jest ono niezwykłe, pełne industrialnych przestrzeni, które idealnie wpasują  się w naszą idee.

Pozwolisz, że na koniec zapytam o to, czego ciekawi są wszyscy i jak to wygląda z Twojej perspektywy: czy z piwa w Polsce można wyżyć?
Nie będę ukrywał, że pierwszy Beer Geek Madness był na minusie, ale też przygotowaliśmy się na to. Teraz liczymy, że uda nam się przynajmniej wyjść na zero. Wiadomo, pasja pasją, ale chciałbym, żeby udało nam się spełnić też cel biznesowy, jakim byłoby samofinansowanie się BGM. Póki co skupiamy się na tym, by przez najbliższe edycje pokazać jakość i rozmach tego przedsięwzięcia: bezpieczeństwo imprezy, poziom obsługi i oferty piwnej oraz dodatkowe atrakcje. Stawiamy na najwyższy poziom, gdyż chcemy kojarzyć się ludziom z najlepszą piwną imprezą w Europie i miejscem, do którego chce się wracać.

(Visited 189 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *