Pierwsze urodziny Browaru Łańcut

Czyli rzecz o piwie, cieście i zamykaniu knajpy o 5 rano. A wszystko to z okazji pierwszej rocznicy otwarcia jednego z najrówniejszych i najlepszych młodych browarów.

O ile pisząc o większości „świeżych” rzemieślników zazwyczaj cisną mi się na klawiaturę słowa „to już rok? A przecież dopiero, co zaczynali!”, tak w przypadku Łańcuta moja reakcja jest z goła odmienna. To dopiero rok? A ja mam wrażenie, jakby byli z nami od zarania rewolucji!

Rzeczona wolta myślowa to przede wszystkim efekt znakomitej załogi, z doskonale znanymi w piwnym środowisku Jackiem Michną i Piotrem Wypychem na czele. Ich wspólna marka owszem, wystartowała raptem rok temu, za to kunszt tych piwowarów możemy podziwiać od lat. Po drugie – jakość piw. Doprawdy, trudno znaleźć bardzo słaby wywar z Łańcuta (no, może Idzie Zima, acz to głównie ze względu na moje preferencje). Wszystkie są co najmniej dobre, a niektóre wręcz przepyszne, że wymienię klasyczne dolniaki czy zjawiskowego RISa.

DOLNE MŁYNY Z GÓRNĄ EKIPĄ

Gdy więc okazało się, że pierwsze urodziny browaru Łańcut odbędą się w krakowskim Weźże Krafta, z miejsca wiedziałem, że się tam pojawię. Tym bardziej, że w multitapie zameldować się mieli także Chmielobrodzi oraz Kuba z The Beervault wraz z małżonką. Mając taką załogę na podorędziu, nie sposób nie spiknąć się na piwo lub 10.

Uderzyliśmy więc ze znaną Wam już Hanią (zaszyfruję, że Dziewczę będzie pojawiało się na blogu nieco częściej ;)) na Dolnych Młynów, wyposażeni w aparat, życzenia na ustach oraz głowy i gardła gotowe na dobre piwo. Na miejscu jak zwykle panował przyjemny harmider, a wolne miejsca siedzące okazały się towarem deficytowym. Przyznam, że lubię tę atmosferę sobotniego ścisku, szczególnie gdy w zanadrzu czają się rozmowy i pierwszorzędny trunek.

Zresztą nie tylko on – Maykel i Marta przywieźli ze sobą tort dedykowany solenizantom, który stanowił świetną podkładkę pod piwo. Skądinąd ów posłużył nam do trollowania randomowych osób siedzących w sąsiedztwie. Na potrzebę „spektaklu” Kuba wcielił się w 40-latka z piątką dzieci, który niniejszym świętował wzięcie piątego krzyżyka na plecy. Część z nich pięknie popłynęła, ale w nagrodę za naszą dobrą zabawę, otrzymała po kawałeczku tortu.

PIWO

Głównymi bohaterami wieczoru były oczywiście piwa Łańcuta. Na wstępie zaordynowaliśmy sobie dwa lagery – X Stoleti 14. Oba już mi znane i lubiane. Pierwszy to klasyczna, lekka Desitka, kosmicznie rześka, przyjemnie ułożona (nie ma tej drażliwej goryczki, co kilka miesięcy temu). Drugi to orgia przyjemnych aromatów odchmielowych (kwiaty, zioła, a nawet cytrusy), połączonych ze smaczną słodową pełnią i subtelną goryczką. To absolutnie jeden z moich ulubionych jasnych Lagerów w Polsce.

X Stoleti i 14

Później do naszych łapek wjechał idealny Zawisza Czarny – RIS leżakowany w beczkach po Jacku Danielsie. Wspaniałe jest to piwo! Kosmicznie beczkowe (wanilia…), cudownie gładkie, czekoladowe, słodkie, ale nie zamulające. Po prostu bomba! Uszy trzęsą mi się do tej pory na samą myśl o tym piwie, a szczęśliwie mam jeszcze zapas. Panowie z Łańcuta przygotowali bowiem prezenty dla uczestników urodzin – zalakowane butelki ze świeżo rozlanym Zawiszą. Edycja mega limitowana. Nie, nie wymienię się. 😉

Zawisza Czarny Hania Approved 🙂

Na przepłukanie gardła zaordynowaliśmy sobie łańcutowego Witbiera (Chłop Pańszczyźniany) i jeden z dzikich Cydrów od Smykana. Witek jak najbardziej poprawny, ale mam wrażenie, że za mało przyprawowy. Z kolei cydr – prawilnie kwaśny,”funky”, rześki. Bardzo dobry!

Chłop Pańszczyźniany i Cydr Smykan

Później alkohol lał się już randomowo, bez notowania. Na uwagę zasługiwał choćby wymrażany… Argus Porter, którego przytargał znany Wam już Miłosz. Ziom wymrażał ów specyfik własnymi siłami, uzyskując efekt… kwasu chlebowego połączonego z marcepanem. Ciekawe, nie powiem. Dobre wrażenie wywarł na mnie ostrygowy RIS z Tempest Brewing (Double Shuck). Zamówiłem gościa głównie po to, by Hania mogła spróbować piwo z ostrygami, ale okazało się, że jest o wiele lepszy z kranu niż z butelki. Zaoferował nie tylko efekt słonego karmelu, czekolady i wody morskiej, ale coś na modłę lekkiej wędzonki bukowej. Zaskoczonym.

AFTERPARTY

I gdy już mieliśmy się zawijać do domów, Kuba zarządził, że jedziemy do Craftowni, gdyż w rzeczonym przybytku jeszcze nie był. Dwa razy nie trzeba było nas namawiać! Zapakowaliśmy tyłki do Ubera i w te pędy przenieśliśmy się na Kazimierz. Uff, jeszcze było otwarte. Po drodze jeszcze szybkie złagodzenie gastrofazy przy pomocy niezastąpionego kumpira i już można degustować dalej.

Świetne okazały się Double Black Grodziskie z Nepomucena (czekolada i wędzonka ogniskowa to zacne połączenie) oraz Weizen z Łańcuta (w Weźże go nie lano) – zdecydowanie dla miłośników bananowej strony mocy. Smakowite piwa oraz miłe rozmowy sprawiły, że po wyjściu z Craftowni przywitało nas słońce, a zegarek podpowiedział, że jest 5:00… Idealna pora na pójście spać, szczególnie, gdy dzień później ma się w planach warzenie. Ale daliśmy radę, nawet mimo deficytu snu.

A propos deficytu – ten już wkrótce stanie się udziałem moim i Kuby, na okoliczność pewnego wspólnego wyjazdu. Akcja już od soboty, więc szykujcie się na sporo wrzutek. 😉

Soundtrack: raz na jakiś czas katuję na okrągło piosenkę „Spanish Radio” Biffy Clyro. Właśnie nadeszła kolejna fala miłości doń. 😉

Jeden komentarz na temat “Pierwsze urodziny Browaru Łańcut

  1. Pingback: Rok pod znakiem Łańcuta – Chmielobrody

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *