NUTA DO PIWA #44: krótko w weekend

Im starszy jestem, tym mocniej staję na straży stanowiska, że dobra płyta to krótka płyta. Dziś więc tylko takie, których czas trwania nie przekracza 50 minut.

DEAD CROSS
„Dead Cross”

Nie dalej jak kilka miesięcy temu zastanawiałem się, czy Michaś Patton potrafi sobie jeszcze pokrzyczeć troszkę. Ostatnio prezentował głównie dystyngowaną wersję siebie i nie zmienił tego – skądinąd całkiem udany – album Tomahawk, „Oddfellows” z 2013 rok. Natura jednak ciągnie wilka do lasu. Ponowna skuma z Davem Lombardo przynosi porcję hardcore’u, acz oczywiście przemielonego przez szaleństwo Pattona i charakterystyczny stukot byłego pałkera Slayera. Umówmy się: nie jest to najlepsza płyta tych panów, ale słucha się jej bardzo przyjemnie. Szczególnie, gdy potrzebujesz pobudzenia z rana.

„Grave Slave”

GET THE SHOT
„Infinite Punishment”

Zdrowego thrashu nigdy dość, szczególnie gdy gra go piątka młodych gagatków mocno zapatrzonych zarówno w Slayer, jak i Hatebreed czy Bad Brains. Na trzecim krążku Kanadyjczyków mamy więc perkusyjne galopady i wyścigi dookoła gryfu, by za chwilę cieszyć uszy kapitalnym groovem, majestatycznym zwolnieniem, rytmicznym cięciem gitar. Do tego rozwrzeszczany wokal koleżki J-P. O Panie, jakie to dobre!

„Hellbringer”

MANCHESTER ORCHESTRA
„A Black Mile To The Surface”

Przenosimy się na inną półkulę świata wrażliwości – zdecydowanie bardziej subtelną, piosenkową, acz nie stroniącą od rockowych gitar. Piąty krążek Manchester Orchestra to zdecydowanie najlepsze dzieło chłopaków z Atlanty. Najbardziej przemyślane, spójne, a jednak prawilnie różnorodne. Mamy tu i przypominającą skrzyżowanie The National i Bon Ivera balladę otwierającą krążek („The Maze”), pieścimy uszy przez nad wyraz dynamiczny, napisany trochę w duchu U2 wałek „The Moth”, bujamy się przy kojarzącym się z The Beach Boys „The Sunshine”. Słowem – dzieje się. Polecam słuchać wieczorem.

„The Alien”

OVERLAKE
„Fall”

Równie dobrym krążkiem na wieczór, pod warunkiem, że chcecie zasnąć, będzie „Fall” – druga płyta Overlake, duetu zasłuchanego w Slowdive, Cocteau Twins czy My Bloody Valentine. Słowem obcujemy z bardzo porządnie podanym dream popem, odpowiednio sennym, rozmarzonym, doprawionym odrobiną smutku, melancholii i tęsknoty. Nie ma tu ani krztyny zaskakującego dźwięku, ale w dobie powrotu na scenę gwiazd gatunku, fajnie słucha się tego, jak młodzież interpretuje taką muzykę.

„Unnamed November”

KARI
„I Am Fine”

Szczerze mówiąc średnio podchodzą mi płyty pań zainspirowanych Florence + The Machine. Ze świecą szukać takiej, która nie byłaby zbyt intensywnie zaaranżowana, napakowana warstwami dźwięków i efektami, pod którymi trudno odkryć naprawdę dobrą melodię. Kari ma tę cudowną właściwość, że przyjemnymi kawałkami sypie jak z rękawa, a dodatkowo trafia na dobrych producentów, którzy jej kreatywność potrafią przekuć w bogaty, ale nieprzesadzony song. Posłuchajcie singla – on powie wam więcej, niż moja gadka.

„Talk To Me”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *