NUTA DO PIWA #37: Przewodowe wniebowstąpienie przy 57.

nuta-do-piwa-37

Jedni się żegnają, inni wracają do świata żywych.

leonard-cohen

LEONARD COHEN
„You Want It Darker”

Wielcy artyści chyba mają kontakt z Bogiem i umawiają sie z nim na konkretną datę śmierci. Najpierw David Bowie, teraz Leonard Cohen. Kanadyjczyk na dwa tygodnie przed odejściem wydał jeden z najpiękniejszych i najbardziej przejmujących krążków w karierze. Od pierwszych słów tytułowego „You Want It Darker” zdradza, że wie co go czeka za rogiem i że jest pogodzony ze swoim losem. Płaczącym ociera oczy dziewięcioma uduchowionymi kompozycjami. Jeśli do tej pory kojarzyłeś Cohena z nudnym jak flaki z olejem „Dance Me To The End Of Love” (a po swoich znajomych wiem, że to przypadłość nagminna), polecam chwycić za ten krążek, by zrozumieć geniusz Pana Leonarda.

„You Want It Darker”

sting57th9th

STING
„57th & 9th”

Któż by się spodziewał, że Sting po 13 latach od wydania ostatniego klasycznie brzmiącego albumu („Sacred Love”) postanowi wrócić do dobrego radiowego rocka? W ten prosty sposób zaskoczył wszystkich, nawet swoich wiernych fanów. Ba, trzeba podkreślić, że wyszła mu naprawdę świetna płyta – „57th & 9th” spokojnie można postawić obok „Ten Summoner’s Tales”. Ma ten sam puls i radość z gry. Pierwsza połowa krążka to rozpędzone stadionówki, które zresztą na pewno znacie już z radia. Druga jest bardziej wyciszona, bliższa (pomijam stylistykę) „The Last Ship”. Na takiego Stinga czekałem!

„I Can’t Stop Thinking About You”

metallica_hardwired_to_self_destruct

METALLICA
„Hardwired… To Self-Destruct”

„Metallica znowu gra to samo. Metallica ponownie nie skopie wam dupy. Metallica nagrała album będący połączeniem „Load” i „Death Magnetic”.” – pewnie zdążyliście przeczytać te opinie już dziesiątki razy od premiery „Hardwired…” – i wszystkie są prawdziwe. To nie jest wydawnictwo ani przełomowe, ani nawiązujące do najlepszych czasów Mety. Ale… no kurde, smakowicie się tego słucha. Nawet, gdy wydaje ci się, żeś wyrósł z muzyki wujka Heta, a Lars Ulrich z każdą piosenką drażni cię coraz bardziej, nie będziesz w stanie zaprzeczyć, że takich kawałków, jak „Atlas, Rise!” czy „Halo On Fire” słucha się z największą przyjemnością.

„Atlas, Rise!”

blindead-ascension

BLINDEAD
„Ascension”

Zmiana na stanowisku wokalisty nie zmieniła kursu, jaki Blindead obrali na płycie „Affliction”. Ich muzyka już dawno przestała ocierać się o sludge, od post-metalu także sukcesywnie się oddala, choć na „Ascension” znajdziemy rzecz jasna fragmenty mocniejsze, przypominające o korzeniach trójmiejskiej grupy. Pierwiastkiem wspólnym wszystkich płyt pozostaje smutek wylewający się z każdego dźwięku. Znikąd nadziei, ten świat to bagno – zdają się krzyczeć instrumenty, a wtóruje im nowy gardłowy, Piotr Pieza. Na koniec słówko o nim: fajnie radzi sobie z wysokimi partiami (o ile nie są to popisy gościa i producenta – Jana Galbasa, ale tego nie jestem w stanie stwierdzić), natomiast wyraźnie łamie się mu głos i ucieka tonacja w niższych rejonach. Piotrek w jednej z audycji przed wydaniem płyty przyznał, że Blindead… to jego pierwsza poważna przygoda ze śpiewaniem. I to słychać. Mam nadzieję, że się wyrobi.

„Hearts”

animals-as-leaders

ANIMALS AS LEADERS
„The Madness Of Many”

Miłośnikom muzycznej matematyki tego tercetu nie trzeba przedstawiać. Chłopaki z Waszyngtonu to techniczni wymiatacze, którzy oprócz ewidentnego rywalizowania z resztą świata o to, kto ma dłuższego, potrafią pisać piękne melodie. I to właśnie one są kwintesencją „The Madness Of Many”, czwartej płyty Animals As Leaders. Odnoszę wrażenie, że to najłagodniejsza pozycja w dorobku grupy, w wielu zagrywkach nawiązująca do jazzu czy fusion. Nie brakuje jednak starych fascynacji djentem. Nawet w moim faworycie w tym zestawie, „The Glass Bridge”, ekipa podrzuca w tle mocne zagrywki. I ja to szanuję.

„The Glass Bridge”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *