NUTA DO PIWA #32: wataha wyje do różnych księżyców

Nuta Do Piwa 32

Wilki obok zespołów bluesowych i grindcore’owych? Czasami sam siebie zadziwiam swoją „eklektycznością”.

WILKI
„Przez dziewczyny”

wilki przez dziewczyny

Robert Gawliński to mój idol z lat dziecięcych. Razem z podwórkowymi znajomymi zasłuchiwaliśmy się w pierwszych płytach Wilków oraz solowych dokonaniach ich lidera, a gdy wataha powróciła z krążkiem „4” i hitami „Baśka” oraz „Urke”, wprost nie mogliśmy się oderwać od tej muzyki. Bo – co byście o Wilkach nie mówili – to kawał dobrego radiowego pop-rocka, który Braci czy inne Pectusy zjada na śniadanie. Tym trudniej było mi uwierzyć, że nowy album zespołu jest tak trywialny i miałki. Szamańskie, inspirujące teksty zastąpiły jakieś życiowe oczywistości, o których może śpiewać Irena Santor, a nie Gawliński. Dlaczego więc piszę i polecam tę płytę? Ze względu na dwa ostatnie wałki na krążku „Przez dziewczyny”. „Ona tam jest” to bardzo dobry rockowy kawałek (refren nie do zabicia!) z partią trąbki i sentymentalnym tekstem, zaś „Shaman’s Melody” zgrabnie nawiązuje do „Here I Am”. To najlepsze piosenki Gawlińskiego i kolegów od jakichś 14 lat!

„Przez dziewczyny”

RIVAL SONS
„Hollow Bones”

rival sons hollow bones

Był taki czas, gdym sądził, że w dzisiejszych czasach od Rival Sons nikt lepiej nie naśladuje Led Zeppelin. Zdążyłem już zrewidować ten pogląd, ale wciąż wszystkimi członkami mogę się podpisać pod poleceniem muzyki chłopaków z Kalifornii wszystkim fanom klasycznego hard rocka. Scott Holiday pisze riffy wyraźnie inspirowane dokonaniami Jimmy’ego Page’a (po trochu także Jacka White’), a Jay Buchanan operuje w rejestrach bliskich Robertowi Plantowi. Lepszej rekomendacji nie znajduję.

„Hollow Bones, Pt. 1”

ZEAL AND ARDOR
„Devil is Fine”

Zeal and ardor

Blues mieszano już z każdym gatunkiem, wszak to przecież od niego zaczęła się muzyka gitarowa. Z black metalem także, choć w stopniu dość ostrożnym – patrz dokonania Kvelertak. Zeal And Ardor nie stosują już żadnych półśrodków i na płycie o wszystko mówiącym tytule „Devil Is Fine” bezpardonowo wymieszali dwa najczarniejsze style. W kilku kawałkach lądują w pobliżu klasycznego, pierwotnego bluesa (tytułowy), by chwilę później rozwalić bębenki sążnistym blastem („Children’s Summon”). Tak, to jest dziwne. I doskonałe zarazem!

„Devil Is Fine”

NAILS
„You Will Never Be One Of Us”

nails you will never be one of us

Mój pierwszy kontakt z Nails to kolejny dowód na słuszność twierdzenia, że nie należy oceniać książki po okładce. Gdym kilka lat temu zobaczył front ich debiutanckiego krążka, z logo wykonanym standardową czcionką z MS Office, pomyślałem, że to jakiś paździerz. A tymczasem Załoga Todda Jones gra najbardziej punkowy grindcore, jaki w życiu słyszałem. Słuchając trzeciej płyty Amerykanów, „You Will Never Be One Of Us”, zyskuję przekonanie, że tak graliby Dead Kennedys, gdyby startowali 30 lat później.

„You Will Never Be One Of Us”

GONE IS GONE
„Gone Is Gone”

Gone is gone

Nie prowadzę żadnych statystk na temat side projectów tworzonych przez muzyków moich ulubionych kapel, ale gdybym zaczął, pewnie wyszłoby, że najaktywniejsi są panowie z Mastodona oraz Queens Of The Stone Age. Tak się miło składa, że reprezentanci wspomnianych bandów zebrali się razem pod szyldem Gone Is Gone. Na basie i wokalu udziela się Troy Sanders, stąd z miejsca mam skojarzenia z ostatnimi krążkami. W struny uderza Troy Van Leeuwen, zatem nie brakuje pustynnych klimatów QOTSA. W gary uderza Tony Hajjara – zatem sporo tu szaleństwa At The Drive-In. Do tego dorzućmy elektroniczne, przestrzenne wstawki Mike Zarina, a otrzymamy pełny obraz muzyki supergrupy. #dupynieurywa, ale słucha się nad wyraz przyjeminie.

„Stolen From Me”

JACEK SIENKIEWICZ
„Hideland”

Jacek-Sienkiewicz-Hideland

Polska muzyka elektroniczna przeżywa złoty okres, a wraz z nią triumfuje najbardziej znany nadwiślański twórca techno. Jacek Sienkiewicz sypie nowymi utworami jak z rękawa, co cieszy mnie tym bardziej, że na „Hideland” wyraźnie złagodniał. Cały czas operuje charakterystycznymi dla gatunku środkami wyrazu, specyficznym klubowym pulsem. Jednak obecnie – takie odnoszę wrażenie – jakby złagodniał, wyluzował, postawił na spokojny trans, z lekka tylko niepokojony basem. Doskonale się przy tych dźwiękach pracuje.

„First Run”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *