NUTA DO PIWA #25: majówka z Polakami

Nuta do piwa 25

Z okazji długiego weekendu majowego przygotowałem dla Was wyciąg z dobrej polskiej muzyki. Mam nadzieję, że odkryjecie coś dla siebie.

NIECHĘĆ
„Niechęć”

Niechec

Młody polski jazz jest zajebisty (stary zresztą też) – jeśli jeszcze tego nie odkryliście, pora nadrobić zaległości. Innowacyjne podejście, cudowna pomysłowość, maestria techniczna to wyróżniki rodzimej sceny. Niechęć to jeden z czołowych przedstawicieli ruchu. Śpieszę donieść, że to nie jacyś tam smutni panowie odziani w gajery, którzy nadają się tylko do filharmonii. To piątka kreatywnych muzyków, dla których jazz jest tylko punktem wyjścia do zabawy z formą. Na drugiej płycie zespołu usłyszycie więc elementu rocka, post-rocka, ambientu czy shoegaze pięknie prowadzone przez nieokiełznany saksofon i nawiązującą do fusion grą sekcji. Mógłbym słuchać godzinami…

„Niechęć” (cały album)

LONKER SEE
„Split Image”

Lonkersee

Trójmiasto jest doprawdy niezwykłe miejsce pod względem muzycznym. Tamtejsza bohema (tak nazwijmy tę grupę fantastycznych ludzi) niesamowicie się wspiera na każdym etapie: organizacyjnym, koncertowym, producenckim i wydawniczym. Co więcej, ze względu na tę niezwykłą atmosferę osoby związane z Trójmiastem nadają na tej samej muzycznej fali, co zaś owocuje coraz to nowymi projektami muzycznymi. Lonker See to jeden z najmłodszych – powstał latem ubiegłego roku, a teraz doczekał sie drugiej płyty. Właściwie ciężko sklasyfikować muzykę składu inaczej, jak „improwizowana”. Mieszają się tu wpływy ambientu, jazzu, drone, psychodeli i shoegaze’u, podanych w najmroczniejszych odmianach. Niepokój i szaleństwo – te dwa słowa to chyba najlepsze podsumowanie znakomitego „Split Image”. Łapcie w całości:

„Split Image” (cały album)

ZAMILSKA
„Undone”

Zamilska

Zamilska robi najlepszą wiksę w Waszym mieście, a jeśliście przy niej jeszcze nie balowali, to nie wiecie, co to współczesne techno i noise. Przy dźwiękach młodej warszawianki piguły nie są potrzebne – tu każda nuta wprowadza w trans i wyrywa klepki z parkietu. Nie myślcie sobie jednak, że to tępa łupanka rodem z najgorszych klubów na Ibizie. Muzyka Zamilskiej to cholernie ambitne utwory, pełne mroku i sampli rodem z thrillerów. Doskonałe zarówno w klubie, jak i na okoliczność domowych tripów ze słuchawkami na uszach, przy zgaszonym świetle.

„Undone” (cały album)

EVVOLVES
„Mosses”

Evvolves

Skoro dream-pop znów jest w modzie, młodzi zdolni z Polski wzięli go na warsztat, by odcisnąć na nim swoje kreatywne piętno. Evvolves równie chętnie sięga po patenty rodem z płyt My Bloody Valentine, co melodykę… Papa Dance. Najciekawsze jest tu jednak brzmienie, jakby z sali obok, zza kurtyny. Tylko podbija i tak tajemniczą aurę muzyki załogi z Warszawy. PS: ciekawostka – zespół wydaje swoje płyty nie tylko w formacie cyfrowym, lecz także na kasetach magnetofonowych. Wszystkie mody wracają, nie ma co.

„Mosses” (cały album)

ŁONA I WEBER
„Nawiasem mówiąc”

Lona i weber

Jak pewnie zauważyliście, nie pałam miłością do hip-hopu, być może dlatego, że nie wychowywałem się na blokowisku, nie zaznałem biedy, ani też nie jestem kosmicznie bogaty (jak Jay-Z) i stado panien nie ma ochoty zrobić mi loda. Są jednak tacy raperzy, którzy nawijają dla mnie i o mnie. Wiedzą, co mi w życiu przeszkadza, patrzą na nasze społeczeństwo tak samo jak ja. Łona jest jednym z tych raperów, więc chwytam z łapczywością jego strofy: o polskim „gdybaniu”, o miejskim hałasie, o pędzącym życiu. W dodatku słowa Łony świetnymi podkładami podbija Weber, moim zdaniem jeden z dwóch-trzech najlepszych polskich producentów. Nic dziwnego, że „Nawiasem mówiąc” to kolejny kapitalny album tych panów.

„Błąd”

BUBBLE CHAMBER
„Sound_A”

Bubble chamber

Jedną z najlepszych rzeczy, jakie T-Mobile Music robiło za czasów redakcji pod przewodnictwem Jarka Szubrychta (do której też należałem) była organizacja konkursu dla młodych wykonawców – Zrób Głośniej. Zresztą, akcja nie ograniczała się tylko do rywalizacji – niektóre zespoły zapraszaliśmy na warsztaty, by podrasować ich techniczną maestrię. Jednym z nich było Trójmiejskie trio Bubble Chamber (tak, tak – to ta sama scena, co w przypadku Lonker See, a oba składy są personalnie powiązane). Panowie serwują nam „nielektronikę” – muzykę zainspirowaną latami 80., z żywą sekcją rytmiczną (oczywiście odpowiednio zmodulowaną) i dominującą rolą syntezatorów. W kilku numerach ekipie towarzyszą zaproszeni wokaliści – te numery jako żywo przywodzą na myśl dobry indie pop. Jak na przykład singel:

„Come Close” feat. Natalia Lubrano

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *