BASS REEVES: a ja wolę wokal

???????????????????????????????

Do codziennej porcji wokalnych ćwiczeń na przekór wybrałem piwo ze słowem „Bass” w nazwie…

Pewnie już zdążyliście się zorientować, że muzyka jest moją pasją. Nie tylko o niej piszę (mniej niż kiedyś), lecz także tworzę ją z dwiema kapelami. Moją brochą są wokale i teksty – lubię sobie pokrzyczeć na tematy, które mnie nurtują. Żeby robić to dobrze, staram się codziennie, przynajmniej kilkanaście minut poświęcać na pisanie, albo rozruszanie gardła.

A po ćwiczeniach przychodzi czas na piwo. Tym razem w moje łapy trafił Bass Reeves z browaru Faktoria. Co prawda jego bohater nie ma nic wspólnego z muzyką (był pierwszym czarnoskórym szeryfem w USA), to jednak jego imię skłoniło mnie do muzycznego wstępu.

Chcę bowiem powiedzieć, że choć zawsze marzyłem o tym, by nauczyć się grać na gitarze basowej, która kręci mnie zdecydowanie bardziej od zwykłego elektryka, to jednak z każdym miesiącem coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że wokal to miejsce dla mnie. To takie przedłużenie bloga – co prawda nie śpiewam o piwie (poza jedną piosenką), ale za to staję frontem do odbiorcy, z nadzieją, że zrozumie moje intencje.

Dość już jednak abstrahowania, skupmy się na piwie. Ostatnio mam przesyt Black IPA, stąd z kupnem propozycji z Faktorii nieco się ociągałem. Gdy jednak któregoś dnia stanąłem w moim ulubionym wrocławskim sklepie przed półką z piwami i stwierdziłem, że – cholera – właściwie wszystkie interesujące pozycje już piłem, sięgnąłem w końcu po Bass Reeves. I dobrze zrobiłem.

Zapach: aromaty w tym black IPA zataczają koło. Okrążenie rozpoczyna czekolada, po której pojawia się charakterystyczny dla stylu prażony słonecznik (efekt połączenia wpływów słodów i chmieli). Później harcują naleciałości chmielowe: mnóstwo ziół i sosny, sporo żywicy, a także pomarańczy oraz mango. Po czym do głosu znów dochodzi czekolada i historia zaczyna się od nowa. Szkoda tylko, że całość upstrzona jest kanalizacją…

Piana: jasnobrązowe drobne pęcherze przykrywają grubą warstwą płyn. Są bardzo trwałe i ochoczo łapiące się szkła.

Kolor: czarny, nieprzejrzysty, bez przebłysków.

Smak: w tej materii znów wszystko kończy się i rozpoczyna od gorzkiej czekolady. W drugim akordzie pierwsze skrzypce odgrywa palone zboże oraz słonecznik. Końcówka to zaś popis chmielów, z dominującą rolą pomarańczy, mango i limonki. Na finiszu spotyka nas ziołowo-grejpfrutowa goryczka. Odnotuję spore wysycenie i wyraziste ciało.

Świeży Bass Reeves podobno nie robił wrażenia. W takim razie cieszę się, że jakiś czas odczekałem i dostałem już ułożone, zbalansowane piwo. Szkoda, że zaatakowane przez siarkę, za co muszę odstrzelić punkt.

BASS REEVES
Faktoria

Black IPA
Warka: 31.01.2015
Skład: woda; słody pilzneński, karmelowy, palony; chmiele Tomahawk, Centennial, Mosaic, Cascade, Citra, Palisade; drożdże US-05
Cyferki: alkohol 6,5% obj., ekstrakt 15,1%, 65 IBU
Cena: 7,60 zł (Piwnica, Wrocław)

piwo7

Soundtrack: Foo Fighters wróciło. Nic odkrywczego, ale i tak cieszy:

(Visited 36 times, 1 visits today)

2 komentarze na temat “BASS REEVES: a ja wolę wokal

  1. świeży BR z beczki dawał orzechami aż miło. bardzo dużą różnica między beczką a butelką (aż sie zawiodłem przy tej drugiej)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *