Hej, hej – tu NBA! Jerry typuje

NBA Kevin Durant

70. sezon najlepszej koszykarskiej ligi świata rozpoczęty, pora więc zabrać się za typowanie. Kto będzie mistrzem? Kto zdobędzie tytuł MVP? Oto moi faworyci!

Przykro mi droga Rodzino, znajomi i Szefie, ale znów będę chodził niewyspany. Na ekrany telewizorów i komputerów wróciła NBA, a co za tym idzie każdy jej kibic będzie teraz ślęczał do późnych godzin nocnych, by śledzić poczynania swoich ulubionych drużyn, oglądać starcia latających półbogów oraz kibicować naszemu jedynakowi za Oceanem – Marcinowi Gortatowi.

Sezon wystartował w nocy z wtorku na środę, a pierwszym akordem był m.in. mecz urzędujących mistrzów – Golden State Warriors z New Orleans Pelicans. Czy za rok też będą się cieszyć z mistrzowskich pierścieni? Tak to widzę.

MISTRZ NBA 2015/2016: Golden State Warriors

Lider w prime time, gromada młodych, wciąż rozwijających się talentów i doświadczony obrońca na centrze – to musi być początek sagi! Co prawda w pre-season Warriors wypadali tak sobie, ale otwarcie sezonu mają znakomite. Ekipa ma sporo do udowodnienia sobie i innym drużynom. Sobie, że brak Alvina Gentry’ego, speca od ataku, na ławce nie przeszkodzi im w szturmowaniu kosza rywali. Przeciwnikom – że poprzedni rok nie był dziełem przypadku i słabości konkurencji. Główni rywale to oczywiście San Antonio i Cleveland, ale to chyba już/jeszcze nie ich czas.

PLAY-OFF ZACHÓD: Golden State, San Antonio, LA Clippers, Oklahoma City, Houston, Memphis, New Orleans, Utah

Wytypowanie pierwszej szóstki jest banalne, podobnie jak kilku zespołów, które w rozgrywkach posezonowych na pewno nie zagrają. Problem rodzi się w środku tabeli. Ja stawiam na Nowy Orlean, który na brwiach Anthony’ego Davisa oraz zeszłorocznym doświadczeniu powinien dolecieć do PO, a także na Utah – mozolnie budowanej maszynie, która w tym roku powinna wreszcie odpalić.

PLAY-OFF WSCHÓD: Cleveland, Chicago, Miami, Toronto, Washington, Atlanta, Milwaukee, Indiana

Po tej stronie mapy również pierwsza szóstka wydaje się być niezagrożona, a o pozostałe dwa miejsca powinny walczyć przynajmniej cztery ekipy. Wśród nich najwyżej oceniam szanse Milwaukee (o ile Jason Kidd wciąż będzie panował nad talentem tej grupy i ominą ją kontuzje), a także przemeblowana Indiana, ze zdrowym Paulem Georgem. Zaskoczyć może ewentualnie Detroit. Być może odpali chaotyczna układanka Michaela Jordana w Charlotte. Wschód tak ciekawy, jak dawno nie był!

MVP: Kevin Durant

Kandydatów do tego tytułu mamy sporo, ale ja najbardziej wierzę w kolejny triumf Kevina, przede wszystkim dlatego, że to jego contract year. Oczywiście, jestem przekonany, że w przyszłe wakacje dostanie maksa, niezależnie od tego, gdzie pójdzie, ale – tak sądzę – jego celem będzie pozostanie w Oklahomie. A to oznacza konieczność wzniesienia się na wyżyny i dotarcia przynajmniej do finałów NBA. Zadanie arcytrudne i jeśli ma się udać, Durant musi odpalić już w sezonie regularnym. Kto będzie jego głównym rywalem? Steph Curry rzecz jasna, pewnie podrażniony James Harden takoż. LeBron James z pewnością będzie górował nad wszystkimi, ale jemu już nie w głowie wyścigi po tytuły indywidualne.

NAJLEPSZY DEBIUTANT: D’Angelo Russell

Człowiek, który ma wyciągnąć z dołka Los Angeles Lakers i stać się legendą drużyny. Jego sukces uzależniony jest od tego, czy Kobe Bryant zgodzi się być nauczycielem, czy też wciąż będzie chciał liderować zespołowi. Jeśli wybór padnie na opcję numer jeden, D’Angelo już w tym roku może pokazać nieprzeciętne umiejętności i stać się czołowym rozgrywającym ligi. Karl-Anthony Towns z Minnesoty także ma spore szanse, ale raz, że wszystkie oczy będą skupione na Andrew Wigginsie, a dwa – pod koszem będzie musiał dzielić się piłką z Nicolą Pecoviciem, co w praktyce ograniczy jego szanse na błysk.

PORTLAND TRAIL BLAZERS: miejsca 13-15. na Zachodzie

Moja ulubiona drużyna właśnie przechodzi – jeśli dobrze liczę – czwartą przebudowę w tym stuleciu. Cóż, największa liczba browarów oraz mnóstwo znakomitych kapel z nurtu rocka alternatywnego nie są wystarczająco sexy, by największe gwiazdy chciały tam zostać na dłużej. Tym razem uciekł LaMarcus Aldridge, a przewidujący ten ruch właściciele klubu pozwolili na exodus gwiazd: Wesa Matthewsa, Nicka Batuma i Robina Lopeza. Na placu boju został sam Damien Lillard, który – zakładam – będzie wykręcał niesamowite wyniki indywidualne, ale na nic to się zda słabemu zespołowi, bez odpowiedniej rotacji. Niby CJ MacCollum pokazał w rozgrywkach przedsezonowych, że jest w stanie pomóc niewiele starszemu koledze. Niby Meyers Leonard dorósł już do grania w pierwszej piątce. Niby Gerald Henderson. Al.-Farouq Aminu i Miles Plumlee to nieźli zawodnicy, ale nie oszukujmy się. Na Zachodzie praktycznie każda drużyna ma lepszy skład. Ach, gdyby w 2007 roku ekipa postawiła na Kevina Duranta, a kolana Brandona Roya okazały się być nieco bardziej wytrzymałe niż porcelana… Mielibyśmy najlepszy team w NBA na lata…

Dobra, oto moje typy. Co na to powiecie? 😉

10 komentarzy na temat “Hej, hej – tu NBA! Jerry typuje

  1. Witaj!

    Żeby nie było, że jestem jakimś wielkim znawcą 🙂 A więc, nie jestem, ale popatrzeć lubię. Bardziej w NBA siedziałem pod koniec lat 90, potem totalna posucha, ale teraz wróciła jakby do łask. Jakie typy?
    Mistrz – GSW
    MVP – Curry (w Twojej wyliczance zabrakło Westbrooka. Trochę dziwne, choć w tych dotychczasowych grach Durant wypadał lepiej od Russela, co nie zmienia faktu, że jest RW jest jedną z największych gwiazd i na pewno będzie kandydatem na MVP)

    Ciekawe kiedy odpali LeBron. Na razie bardzo spokojnie, przynajmniej punktowo, no ale może się rozkręci?

    pozdro!

    • W Oklahomie liderem jest Kevin i póki będzie zdrowy, Russ zostanie opcją numer dwa.
      A LeBron najchętniej przespałby sezon, by obudzić się na Play-Offy. Właśnie z tego powodu tak pobudza Kevina Miłość – by to on przez najbliższe pięć miesięcy był liderem Cavs na boisku. 😉

      • Chyba racja z tą hierarchią w Oklahomie. Dziś w nocy Durant 32 pkt i 11 zbiórek. Westbrook 21 pkt i 13 asyst. Widać, jak ważne to postacie i nie chodzi tu tylko o zdobycze punktowe 🙂

        Z LeBronem i Love też się potwierdza. Ten drugi aż 19 zbiórek. James taki jakiś ślamazarny, jakby niechlujny ale swoje robi. Rozkręca się to NBA, rozkręca. 🙂 Ciekawe czy na meczach żłopią piwo craftowe? Czy króluje Budweiser? 🙂

        • Drummond zapowiadał się na bestię od pierwszego sezonu. Teraz pod koszem dostał więcej miejsca, bo z Mo-Town odszedł Greg Monroe. Poza tym tam trenerem jest Stan Van Gundy, który hołduje stylowi: jeden wielkolud do walki na tablicach + czterech ziomków od rzutów z dystansu. 😉

        • Hmm, nic mi nie wiadomo o zainteresowaniu koszykarzy kraftem. Ale warto poszperać na ten temat. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *