30 Days Song Challenge – czyli garść nieprzypadkowych piosenek

Gardzę łańcuszkami z wyzwaniami, ale niektóre, zwłaszcza w czasie kwarantanny, potrafią poprawić humor. Ten mi poprawił.

Średnio raz na tydzień obserwuję kolejny „Challenge” w social media: pokaż ryja z dzieciństwa, pokaż czarno-białe zdjęcia, wymień 10 książek, które wpłynęły na twoje życie. A propos życia, to gdybym miał we wszystkich łańcuszkach brać udział, pewnie po prostu bym go nie miał.

Jednak w tym wyzwaniu, które pojawiło się u kilkorga znajomych postanowiłem uczestniczyć, ponieważ po pierwsze – rozruszam szare komórki, a po drugie – być może sprzedam komuś jakiś dobry kawałek. Na czym polega zadanie? Przez 30 dni wrzucasz (ja to robię na Insta Stories) utwór dotyczący konkretnego tematu: „Piosenka, która przypomina ci o lecie”, „Piosenka, która cię pobudza” itd.

Znając moją wytrwałość, pewnie znudzę się wrzucaniem w połowie, dlatego postanowiłem rozwiązać temat inaczej: umieszczę wszystkie numery na każdy w jednym tekście! Tak więc poniżej znajdziecie: numer dnia, temat dnia, krótki komentarz i piosenkę.

UWAGA! Nie uważam wszystkich poniższych za najlepsze na świecie (choć wszystkie lubię, a niektóre mam wręcz za genialne). W tej zabawie postanowiłem bazować na pierwszych skojarzeniach. Tak oto pokierował mną mój mózg.

UWAGA 2! W przypadku większości zadań pierwsza myśl, jaka przychodziła mi do głowy to „tylko jedna?!”. Więc w kilku punktach wrzucam po dwie.

PLAYLISTA NA SPOTIFY (niestety nie ma tu wszystkich numerów):

DZIEŃ 1. Piosenka, którą lubisz, z kolorem w tytule.

Oho, i już pod górkę, bo przynajmniej z 10 wałków chciałbym polecić. Postaram się jednak trzymać zasady pierwszych skojarzeń. Te zadziwiająco często lądują na planecie zamieszkałej przez gatunki z „post” w nazwie. Na dzień dobry więc coś z post-black metalu. Ta piosenka jest naprawdę żółta (tak mi podpowiada synestezja, której nie mam, a chciałbym).

DZIEŃ 2. Piosenka, którą lubisz, z numerem w tytule.

Tutaj wybór miałem o tyle prosty, gdyż ostatnio wkręcił mi się relatywnie stary (jak na nich) utwór Russian Circles. Genialna płyta „Empros” i otwieracz, do dziś będący stałym elementem setlisty koncertowej. Zwróćcie uwagę, że tutaj główny „riff” gra stopa z basem. Uwielbiam to.

DZIEŃ 3. Piosenka, która przypomina ci o lecie.

Jako, że najbardziej na świecie ukochałem post-rock, to praktycznie każda melodia grana w tym stylu w tonacji „major” kojarzy mi się z latem. Tym niemniej wybrałem dwie, które mają „lato” w tytule i są niezwykle „ciepłe” dźwiękowo (może ja jednak mam tę synestezję?).

Najpierw Caspian.

A teraz Pelican z jednej z tych płyt, które ukształtowały mój muzyczny gust.

DZIEŃ 4. Piosenka, która przypomina ci o osobie, którą chciałbyś zapomnieć.

Wiecie co, myślę sobie, że z tym zapominaniem to jest tak, że… tak naprawdę nie chcesz zapomnieć. Gdy słyszę te numery to najpierw przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz, by za chwilę skleić, że w sumie to „fajnie było”.

Bardziej odległa.

Mniej odległa.

DZIEŃ 5. Piosenka, którą należy puszczać głośno.

Wszystkie piosenki należy puszczać głośno, nawet te ciche. 😉 Ostatnio najgłośniej leci u mnie killer z najnowszej płyty Testament, „Titans Of Creation”. Posłuchać warto w całości, ale jeśli wybiórczo, zacząłbym od wpierdolu w duchu death metalu.

DZIEŃ 6. Piosenka, która sprawia, że chce ci się tańczyć.

Ja nie tańczę, bo nie lubię i nie umiem. 😉 No ale jeśli już jakąś trzeba wybrać, to biorę coś, gdzie nie trzeba znać kroków, jedynie skakanko…

Ach, no i oczywiście jeden z kraftowych przebojów! Zamyka imprezy jak nic innego!

DZIEŃ 7. Piosenka do jazdy samochodem.

W samochodzie często nadrabiam zaległości muzyczne, więc przyznam: nie jestem dobry w wyborze piosenek do auta. Pochwalę się, że sam napisałem jedną („Dobranoc” składu Dust Bowl) i dalibóg usłyszycie ją za czasów istnienia tego bloga. Tymczasem wrzucam inną, która kojarzy mi się z pewnym wyjazdem w Bieszczady i prowadzeniem samochodu po Wielkiej Pętli.

DZIEŃ 8. Piosenka o alkoholu lub narkotykach.

Myślę że wybór każdego fana „rockowego grania z pazurkiem” może być tylko jeden, czyli największy hicior Queens Of The Stone Age. Chłopaki się nie szczypią w tańcu, tylko śpiewają litanię do wszystkich używek naraz. Druga z wybranych przeze mnie piosenek, to smutna ballada o alkoholiku. Wspaniałym alkoholiku o imieniu Tom.

DZIEŃ 9. Piosenka, która sprawia, że czujesz się szczęśliwy.

A bo ja wiem? Chyba nie ma takiej piosenki. To działa raczej tak: gdy jestem szczęśliwy, puszczam sobie piosenki x, a gdy mi smutno (to poniekąd odpowiedź na kolejny dzień wyzwania) piosenki y. Tym niemniej jest jedna piosenka, która sprawia od pierwszego dźwięku, że micha mi się cieszy:

DZIEŃ 10. Piosenka, która sprawia, że jest ci smutno.

Jak wyżej. Acz są też takie piosenki, które są w stanie na chwile ściągnąć uśmiech z mojej twarzy. To jedna z nich:

DZIEŃ 11. Piosenka, która nigdy ci się nie znudzi.

Heh, wszystkie tutaj zamieszczone? Żeby jednak udzielić konkretnej odpowiedzi, wyciągnę jeden utwór, na podstawie liczby odtworzeń na last.fm. A że ma być piosenka (przypominam, piosenka MUSI posiadać tekst, w innym wypadku nie jest piosenką), to wykładam taką kartę:

DZIEŃ 12. Piosenka z czasów twojego dzieciństwa.

To jedyny raz, gdy odrzucę pierwsze skojarzenie, czyli Smerfne Hity. 😉 Wrzucam za to numer z kasety, którą starszyzna plemienna podarowała mi chyba na trzecie urodziny, razem z walkmanem. Pan Michael Jackson.

DZIEŃ 13. Piosenka, którą lubisz z lat 70.

Nie Led Zeppelin, nie Pink Floyd, nie Black Sabbath. Gdybym miał wybrać swój numer jeden z lat 70., wybrałbym song pana Bruce’a Springsteena. Uważam, że Europa nie do końca kuma fenomen tego gościa. Jara się Brytyjczykami, początkami metalu i rocka progresywnego, a na amerykańskich songwriterów z tego okresu patrzy przez palce. A przecież „Born To Run” to po prostu hicior pełną gębą!

DZIEŃ 14. Piosenka, którą chciałbyś usłyszeć na swoim weselu.

Nie będę miał wesela, ponieważ uważam tę imprezę za zupełnie zbyteczną (po co sobie stresu dokładać). Natomiast przyjęcie dla rodziny i znajomych na działce, przy grylu – jak najbardziej. I w takich okolicznościach puściłbym na przykład to.

DZIEŃ 15. Piosenka, którą wolisz scoverowaną przez innego wykonawcę.

Taki żarcik fana brzmień ekstremalnych:

DZIEŃ 16. Piosenka – klasyk, którą uwielbiasz.

Dobra, tutaj zrobię miejsce dla Zeppelinów. Kocham ten numer nie tylko za piękną melodię i zniewalającą solówkę, ale też za to, że w swoich czasach był pokazaniem faka ówczesnym standardom muzyki rockowej (jak to, ballada, która tak podkręca dynamikę? Toż to się nie godzi!).

DZIEŃ 17. Piosenka, którą chciałbyś zaśpiewać w duecie w czasie karaoke.

Umiarkowanie lubię karaoke, więc to się raczej nie wydarzy. Natomiast jeśli chodzi o duety, czy też w ogóle śpiew grupowy, to nie ma niczego lepszego, niż piwna kompania śpiewająca „Jest taki samotny dom”.

DZIEŃ 18. Piosenka z roku, w którym się urodziłeś

O, i to jest fajne pytanie. Wybieram numer, który mógłby zagościć trzy piętra wyżej, ponieważ wolę wersję pana Joe Cockera. Tylko mała uwaga: „Never Tear Us Apart” ukazał się już rok wcześniej na płycie „Kick”, natomiast w 1988 roku wylądował na singlu i wtedy stał się hitem, stąd moja decyzja, by sięgnąć właśnie po niego.

DZIEŃ 19. Piosenka, która sprawia, że myślisz o swoim życiu.

„Życie” Dra Misio ląduje tu zgodnie z zasadą „pierwsze skojarzenie”, ale tak naprawdę to ta piosenka nie zmusza mnie do refleksji. Ot, czasami tylko ją sobie śpiewam. 😉

DZIEŃ 20. Piosenka, która wiele dla ciebie znaczy.

Jezuuu, co to za kategoria! Gdzie jest odważnik, który stwierdzi, że dana piosenka wiele dla mnie znaczy? W ogóle to chyba nie istnieje taka, bo bez każdej mógłbym się obejść. Wiele znaczą dla mnie niektóre piosenki, które napisałem, ale jak na złość żadna jeszcze nie jest udostępniona w sieci (z tych znaczących). 😀 Z tych, które są, pewnie wskazałbym tę:

DZIEŃ 21. Piosenka, którą lubisz, z imieniem w tytule.

Szukałem miejsca w tym zestawieniu dla twórczości Maynarda Jamesa Keenana i tutaj pasuje mi najlepiej, tym bardziej, że zasada „pierwsze skojarzenie” wypada nad wyraz okazale. Drugie skojarzenie to mój ukochany Isis. Też nie miałbym gdzie go wepchnąć, więc umieszczam jako utwór numer dwa. Ależ tu cudownie rośnie napięcie!

DZIEŃ 22. Piosenka, która „pcha cię do przodu”.

Szukałem w głowie piosenki, która nazywałaby się „skończ pierdolić”, ale takiej nie ma. Wrzucę więc mój ulubiony numer niekoniecznie znanego (a niesłusznie!) zespołu James, którego sam tytuł popycha do pójścia naprzód.

DZIEŃ 23. Piosenka, którą według ciebie powinien usłyszeć każdy.

Kategoria z dupy. Wszystkie piosenki, które tu podaję, powinien usłyszeć każdy. 😉 No ale dobra, pociśnijmy jakiegoś klasyka, którego wstyd nie znać.

DZIEŃ 24. Piosenka zespołu, który powinien ciągle istnieć.

Stwierdziłem, że biorę pod uwagę tylko takie zespoły, które mają realną szansę na powrót do wspólnego grania, ale tego nie robią, bo nie wiem czemu (Brak sympatii? Brak czasu?). Pierwszy, jaki mi przyszedł na myśl, to oczywiście R.E.M. A jeśli R.E.M. to coś z najsmutniejszej płyty świata, czyli „Automatic For The People”.

DZIEŃ 25. Piosenka artysty, który już nie żyje.

Skojarzenie też pewnie nieoczywiste dla 99% z Państwa (kto znał pana Nicka Currana przed lekturą tego artykułu, ten chwat!), acz pozwalające mi sprzedać dobry numer oraz westchnąć, że „młodzi ludzie umierają za wcześnie”.

DZIEŃ 26. Piosenka, która sprawia, że chcesz się zakochać.

Skojarzenie poszło w zupełnie nieoczekiwaną stronę. Poniższy numer nie tyle sprawia, że chce mi się zakochiwać, co kojarzy mi się z seksem. Najlepszym seksem w moim życiu. No a skoro najlepszy seks, to w sumie wypadałoby się zakochać. 😛

DZIEŃ 27. Piosenka, która łamie ci serce.

Ten song mógłby się znaleźć w kategorii numer 4. Uwielbiam go. Uwielbiam wspomnienia z nim związane i jednocześnie chętnie bym ich nie miał. Przed Państwem Snowman, najbardziej niedoceniony polski zespół.

DZIEŃ 28. Piosenka zaśpiewana przez artystę, którego głos kochasz.

Kontynuujemy polską serię w finale zestawienia. Zdecydowana większość artystów, których lubię słuchać, to faceci. Jednak gdy na liście trafia się kobieta, to od razu jest petardą. Wybieram Kasię Nosowską i stawiam na „Ho” w wersji z koncertu „MTV Unplugged”. Moim zdaniem to najbardziej przejmujący moment najwspanialszej płyty serii (mowa oczywiście o jej polskiej odnodze).

DZIEŃ 29. Piosenka przypominająca ci o dzieciństwie.

I tu mam problem: najbardziej o dzieciństwie przypomina mi utwór z 2013 roku, „Memorial” Russian Circles (to temat na dłuższą historię, dlaczego). Jednak ponieważ Ruskie Kółka dziś już zagrały, wybrałem inny numer, faktycznie z mojego dzieciństwa. To z kolei druga kaseta, którą dostałem od Starszyzny Plemiennej. Zawsze jak słucham tego kawałka, przypomina mi się scena, gdy ją kupuję (a konkretnie robi to mój tata) na jednym ze straganów „targowicy” w Krośnie.

DZIEŃ 30. Piosenka, która przypomina ci o sobie samym.

Nie przypuszczałem na początku tego czelędżu, że znajdzie się w nim choć jeden numer Myslovitz. Tym niemniej jakoś mi spasowała piosenka niezbyt znana, za to bardzo dobra. Wykrzykiwaliśmy refren tego numeru, siedząc na ławce przed blokiem.

(Visited 409 times, 51 visits today)

Jeden komentarz na temat “30 Days Song Challenge – czyli garść nieprzypadkowych piosenek

  1. 1. Dismember – Seeing Red
    2. Lamb of God – 512
    3. Devin Townsend – Genesis
    4. Insomnium – Daughter of the Moon
    5. Nile – Snake Pit Mating Frenzy
    6. Eluveitie – Inis Mona
    7. Trivium – Heart From Your Hate
    8. Master of puppets
    9. Mastodon – Curl of the Burl
    10. My Dying Bride – And My Father Left Forever
    11. Insomnium – Revelation
    12. Bania u cygana
    13. Black Sabbath – After forever
    14. Ne Obliviscaris — Forget Not
    15. Machine Head – Message in the Bottle
    16. Lynyrd Skynyrd – Free Bird
    17. Soilwork – Stålfågel
    18. Death – Zombie Ritual
    20. Down – Stone The Crow
    21. Opeth – Face of Melinda
    22. Machine Head – Imperium. Pantera – Walk
    23. Amorphis – Silver Bride
    24. Cormorant – Uneasy Lies the Head
    25. Tom Petty – Running Down The Dream
    26. Cannibal Corpse – Fucked with the Knife 🙂
    27. Nevermore – Believe in Nothing, Pantera – Hollow, Wood of Ypres – i was buried in mount pleasant cemetery
    28. Opeth – Drapery Falls
    29. Enslaved – Havenless
    30. Insomnium – Killjoy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *