PANEL DEGUSTACYJNY #2: dom, Polska, Europa

17 piw na cztery osoby, większość powyżej 10% alko. Róbcie to w domu, ale z umiarem.

Pani Kapitan, Chmielobrody oraz Miłosz, który ugościł nas wraz ze swoją małżonką Martą – tak wyglądał skład zaplanowanego już ponad miesiąc temu bottle sharingu. Z wesołą katowicko-krakowską ekipą znam się od czasu warzenia Bloggera i chętnie spotykam się z nią w czasie piwnych wydarzeń. Gdy więc padła propozycja wymiany butelek i wspólnej degustacji – i to w dodatku relatywnie niedaleko mojego mieszkania – zgodziłem się bez wahania.

WRAŻENIA CHMIELOBRODEGO – PRZECZYTAJ!

Ponieważ dla Państwa Chmielobrodych i Miłosza to pierwszy bottle sharing w życiu, nie wiedzieli czego się spodziewać ani ile przynieść piw. Sugerowałem po 4 na głowę (w ich przypadku – parę). No ale jakoś tak wyszło, że wypadaaa więęęęęcej, może jeszczeeeee wezmęęęęę sztosikaaaaa… W sumie przytargaliśmy 17 pozycji, z którymi walczyliśmy przez jakieś 6 godzin. Pewnie umarlibyśmy w trakcie, gdyby nie odpowiednia podkładka spożywcza, przygotowana przez Martę i Miłosza. Wśród smakołyków pozwolę sobie tylko wymienić sery żółte, do których wyrobu użyto np. piwa Orval. Mniam!

Jednak nie zebraliśmy się, by rozkoszować się jedzeniem, a dobrym piwem. Oto więc szybki rzut oka, nosa i ust na zdegustowane trunki.

BERLINER KINDL BRAUEREI – Beriner Kindl Weisse

Piłem to piwo nie raz, ale nigdy w wersji leżakowanej ponad rok. Wniosek jest jeden: niby kwaśne piwa się nie psują, ale w przypadku Berliner Weisse zdecydowanie lepsze wrażenie sprawia wersja świeża. Tutaj dostajemy przede wszystkim kefir wymieszany z sokiem z cytryny. Niby nieźle, ale o przyjemności z degustacji ciężko tu mówić. [5]

AURORA/GĘSTWA – Princesse D’Alderaan

O moim kooperacyjnym Flandersie już Wam pisałem nie raz, więc nie będę się powtarzał. Aromat to petarda, totalny kosmos, poezja. Smak już tak nie kopie po dupie, brakuje mu tylu wrażeń, które kuszą w zapachu. Ale i tak jest cudnie. 😉

TEMPEST BREWING – Unforgiven Red Rye

Dziwne to piwo. W niektórych materiałach pojawia się jako Sahti, a w praktyce jest to wędzone Red Ale. W dodatku specyficzne. Oscypek, ciasto chlebowe i zioła – oto, co pojawia się w aromacie. Z kolei w smaku robotę robią chrupki bekonowe Peppies- a przynajmniej takie mam skojarzenie. Nietypowy posmak przełamany zostaje mocną (zbyt mocną!) goryczką. W sumie brzmi to nieźle, ale w praktyce aż tak różowo nie jest. [5,5]

RODENBACH – Caractere Rouge 2013

Absolutny zwycięzca klasyfikacji na najlepsze piwo wieczoru. Genialnie kompleksowe, wielowymiarowe, intensywne. Wiśnie, maliny świeżo zerwane z krzaka, żurawina – to po prostu owocowy raj! W smaku Caractere Rouge budzi skojarzenia z malinowym dżemem, przyjemnie kwaskowym. Wspaniałe! [9,5]

HARVIESTOUN – Ola Dubh 21

Rozczarowałem się tym trunkiem. Nie to, że jest zły, po prostu oczekiwania miałem znacznie większe. Pachnie ładnie, nie powiem: praliny, migdały, trochę torfu i wanilii, a pod nimi szlachetny alkohol. W ustach przykrywa wszystko dębowy posmak, który po ogrzaniu miesza się z czekoladą i orzechami. Alkoholowość wyraźna, acz nie niszczy przyjemności z degustacji. [7]

WIDAWA – Imperial Black Kiss Rum BA

Jak to zwykle z BA z Widawy bywa, mieliśmy tu loterię i rozkminę, czy przypadkiem nie będzie kwacha. Na szczęście nie było (acz dzikość – i owszem), choć na końcu każdego łyku pojawia się kwaskowość, ale raczej od ciemnych słodów. W zapachu czekolada łączy się z aromatem wiejskim (gnojówka u mojego wujka pachnie podobnie – i to wcale nie jest minus ;)). Imperial Black Kiss mocno daje alkoholem w smaku, który do spółki z czekoladą daje efekt pralin. Nieźle, ale wolę wersję po Bourbonie. [6]

PINTA – Imperator Bałtycki

Przeleżakowany rok egzemplarz Imperatora świetnie się zestarzał! Pojawiło się w nim dużo ciemnych owoców i miodu, a także nuty, którą ja łączę z kwasami chlebowymi. Mam wrażenie, że jeszcze wyraźniej zaznaczyła się tu goryczka – długa, intensywna, ziołowa. Dobrze koresponduje z czekoladowo-miodową słodyczą i rzutem leśnych owoców. [8]

DE STRUISE – Tsjeesess Reserva 2013

Kolejne piwo po terminie, znów utlenione na modłę miodową. I o ile w Porterze Bałtyckim fajnie to zagrało, o tyle piwo świąteczne jakoś mnie nie powaliło. Wyraźnie wyczułem tu goździki i gałkę muszkatołową, a także porzeczki i jeżyny. W smaku bazowa słodycz zostaje podbita przez miód z utlenienia. Bez szału. [5,5]

PIWNE PODZMIENIE – Kosiarz Umysłów

I kolejne piwo po terminie – pierwsza warka Kosiarza. Śliczną ma starość, pełną wanilii, kakao, czekolady, wiśni w likierze oraz subtelnego muśnięcia papryczkami. Pierwszy akord smaku to królestwo mlecznej czekolady, nadzianej wkładem waniliowym. Finisz zaskakuje popiołową goryczką, nadspodziewanie smaczną. [8]

GŁUBCZYCE – Grillowe Mocne

A co ja się będę powtarzał…

THORNBRIDGE – Imperial Raspberry Stout

Kluczem do tego piwa jest słowo „Raspberry”. Malina rządzi i dzieli w każdym aspekcie. Aromat przypomniał mi letnie wyprawy do lasu i pałaszowanie dzikich malin. Smak to z kolei gęstość soku malinowego, pomieszana z kawą i czekoladą. Goryczka z kolei daje po mordzie i nieco przełamuje szaloną słodyczkę. [7,5]

 

BROKREACJA – Gravedigger

Pierwsza warka Grabarza poszła w kierunku sosu sojowego, wymieszanego z czekoladą i ciemnymi owocami. W smaku króluje śliwka zanurzona w czekoladzie. Finisz to ziołowa goryczka i popiół. Ot, ciekawe. 😉

PIWOWAROWNIA – Pożegnanie Korporacji

O ile świeża pierwsza warka Pożegnania była dla mnie po prostu słaba, o tyle po niecałym roku zmieniam baczenie. Piwo nabrało kształtu, utleniając się na owocowo. Ładnie ułożyła się też czekolada, która dobrze działa także w smaku, dając miły balans z goryczką. [7,5]

GĘSTWA – Triss Coffeegold

Nasz RIS kończy rok. Głupio mi go oceniać, więc powiem tylko, że smakuje mi bardziej, niż choćby pół roku temu. Oczywiście dominantą pozostaje kawa, ale w smaku jeszcze mocniej wybiła się gęsta czekolada oraz nuta owocowa od amerykańskiego chmielu, którego przecież wrzuciliśmy w cholerę. Jestem zadowolony.

KORMORAN – Imperium Prunum

Naczytałem się sporo negatywnych opinii o starzeniu Imperium – że to grzybnia z patatajką, że nie ma startu do świeżego egzemplarzu. No i faktycznie: młode Prunum było bardziej wielowymiarowe, a suska ogrywała tu rolę towarzyszącą, nie główną. Teraz to ona przejmuje władanie, dając efekt wigilijnego suszu. W smaku czuć jeszcze odrobinę czekolady, ale i tutaj sechlońska koleżanka jest królową. To wciąż świetne piwo, ale nie tak zjawiskowe jak rok temu. [8]

LEŚNICZÓWKA – Moby Was Such A Dick

Piłem to piwo po raz pierwszy w czerwcu. Jak dla mnie to jeden z najlepszych trunków ubiegłego roku, jakie gościły w moim brzuszku. Stwierdzam, że po pół roku leżakowania Moby od Tomka Syguły już taką eksplozją nie jest, ale niezmiennie cieszy pięknym zapachem i smakiem. Co my tu mamy? Czekoladki z nadzieniem śliwkowym, słonecznik oraz odrobinę kawy. Niby to niezgodne ze stylem, ale mam to gdzieś. W ustach czekoladowa słodycz miesza się z paloną goryczką oraz śliwkami. Majstersztyk! [9]

SCHNEIDER & WEISSE – Aventinus Eisbock

Aventinusa także miałem już okazję próbować, ale dobrych Eisbocków nigdy dość. W aromacie dominują klimaty oddrożdżowe, czyli goździki i banany, zaś w smaku uświadczymy także chleb i toffie. Więcej nie napiszę (i oceny nie wystawię), ponieważ o tej porze moja percepcja była już bardzo mocno zdewastowana.

**

Co tu dużo pisać – uwielbiam bottle sharingi, w czasie których można skosztować tyle magii! Jednak następnym razem będę wnioskował o mniejszą liczbę piw. Chyba że zwiększymy pogłowie degustujących. 😉

(Visited 467 times, 1 visits today)

2 komentarze na temat “PANEL DEGUSTACYJNY #2: dom, Polska, Europa

  1. Fajna sprawa, ale faktycznie radziłbym mniejszą ilość piw przy takiej ilości osób. Po którymś tam piwie percepcja może być już mocno zachwiana i nie wyczujesz, że piąte piwo które właśnie pijesz jest sztosem.

    Imperial Black Kiss nie dziwota, że dziki bo to jest wersja Wild (to piwo było też w wersji bez Wild).

    Kosiarza Umysłów spędza mi sen z powiek – marzę o tym trunku, ale jak dotąd nie dane mi było pić 🙁

  2. Odkryłem niedawno Kosiarza z WFP wiosna 2016, ponad pół roku po terminie i ogólnie nie powalił, mało risowy, mało intensywny, nie warty niecałych 20 dyszek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *