Marzec w Wiedniu

Czyli porównanie dwóch stylów piwnych na bazie teorii i niekoniecznie wzorcowych przykładów.

Nie wszystko, proszę Państwa, musi być w życiu sexy. Nie wszystko wspaniałe i ekscytujące. Czasami coś spokojnego, grzecznego, klasycznego także potrafi dać odrobinę radości i bezgłośnie towarzyszyć przyjemnemu wieczorowi.

Z powyższego założenia wyszedłem, kupując trzy piwa będące bohaterami dzisiejszego tekstu. W miniony weekend nielegalnie przedostałem się do domu rodzinnego, a że w bliskim sąsiedztwie owego znalezienie kraftu to nie są rurki z kremem, postanowiłem zrobić sobie porównanie trzech podobnych piw znalezionych na półce w Carrefourze: Miłosław Marcowe, Kormoran Marcowe i Żywiec Lager Wiedeński. Szczególnie, że dwóch pierwszych praktycznie nie pamiętałem, a trzeci to nowość, którą warto zbadać. Wycelowałem więc w blind test.

Ktoś w tej scenie może zacząć się zżymać na okoliczność zestawienia trunków w dwóch różnych stylach. Sęk w tym, że jeden jest dzieckiem drugiego. I to dzieckiem, które bez trudu można uznać raczej za brata bliźniaka niż potomka. Oczywiście, w teorii różnią je niuanse (jak Black IPA i American Stout), jednak interesowała mnie praktyka.

Aha, wiem, że wziąłem do ręki piwa, które pewnie nie przez wszystkich traktowane będą jako wyznaczniki stylu i ja Państwa, którzy takie argumenty po przeczytaniu poniższych rozważań podniosą, oczywiście zrozumiem i uszanuję. Ba, żeby dopełnić prawilności, najpierw zatrzymam się na teorii.

TROCHĘ HISTORII

Zanim przejdę do mojego blind testu, otwórzmy więc dostępne poradniki, by przyjrzeć się założeniom tych dwóch, może i niezbyt szałowych, za to zasłużonych stylów piwa. W tym celu – by pozostać wiernym faktom – udałem się na stronę https://kompendiumpiwa.pl/ Dla niezorientowanych: jest to projekt przygotowany przez firmę Viking Malt (koordynatorem był Paweł Leszczyński) we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Piwowarów Domowych. Co ciekawe, PSPD rekomenduje miejscowy dział „Style Piwa” jako optymalną bazę wiedzy do wchłonięcia przed kursem sędziowskim.

Historia tych stylów rozpoczyna się w pierwszej połowie XIX w., kiedy to Austriak Anton Dreher, czerpiący garściami z doświadczeń w pracy na Wyspach Brytyjskich, przygotował słód opierając się na tamtejszym sposobie jego wyrobu. Dla przypomnienia: słód wiedeński suszy się w wyższej temperaturze od pilzneńskiego czy Pale Ale, co skutkuje wniesieniem akcentów słodkich i posmaków przypominających pieczony chleb albo tosty, do gotowego piwa.

Przyjmuje się, że pierwsze piwo na powyższym słodzie pan Dreher wypuścił ok. 1840 r. W podobnym okresie powstało bazujące na wiedeńskim lagerze piwo Marcowe/Oktoberfest dolnej fermentacji, za które odpowiadał Gabriel Sedlmayer. Oczywiście, samo Marcowe ma historię zdecydowanie dłuższą, sięgającą XVI w., kiedy to na mocy ówczesnych praw zakazano w Bawarii produkcji piwa w miesiącach letnich. Rozwiązaniem było więc warzenie piwa przed martwym sezonem (konkretnie w marcu) – mocniejszego, bardziej ekstraktywnego, szczodrze nachmielonego (w porównaniu z klasycznymi Hellesami), by spokojnie mogło przetrwać dłużej w beczkach i zaspokajać pragnienie mieszkańców. Inna nazwa stylu, Okroberfest, wzięła się od znanego wam pewnie festiwalu, który to piwo uczynił swoim leitmotivem.

LAGER WIEDEŃSKI I MARCOWE – PORÓWNANIE TEORETYCZNE

Historia odhaczona, pora na porównanie obu stylów w teorii. Cechy i parametry opisuję na podstawie wspomnianego Kompendium Piwa, które z kolei bazuje na opisach stylów przygotowanych przez PSPD.

Pełne informacje znajdziecie tutaj:

Vienna Lager (tekst autorstwa Maćka Husa)

Marcowe (tekst autorstwa Przemka Szczepańczyka)

A oto moje skrótowe podejście do tematu, które ułatwi porównanie:

Lager Wiedeński | Marcowe

Ekstrakt początkowy: 12-13,5 Blg | 13-15 Blg

Alkohol: 4,7-5,5 % obj. | 5,0-6,2% obj.

IBU: 18-30 | 20-35 IBU

Barwa: 18-30 EBC | 18-28 EBC

Wygląd:

  • Lager Wiedeński: Kolor od bursztynowego do miedzianego. Płyn klarowny. Obfita, trwała, biała piana.
  • Marcowe: Kolor od bursztynowego do miedzianego. Płyn klarowny. Obfita, trwała piana. Biała w kierunku beżu.

Aromat:

  • Lager Wiedeński: Średniowysoki. Słodowy, z dominującą rolą chleba, ciastek i tostów. Akcenty chmielowe niskie z tendencją do braku (jeśli już to kwiatowe i korzenne w charakterze). Karmel i paloność niepożądana. Diacetyl i siarka niedopuszczalne, podobnie jak estry i fenole.
  • Marcowe: Średni do średniowysokiego. Słodowy, z mocnymi akcentami chleba, tostów, herbatników, melanoidyn. Niski aromat chmielowy, głównie ziołowy i kwiatowy. Diacetyl i siarka niedopuszczalne, podobnie jak estry i fenole.

Smak:

  • Lager Wiedeński: Złożony, słodowy, ale na finiszu wytrawne. Dopuszczalne nuty tostowe, natomiast posmaki karmelowe i palone nie są mile widzialne. Posmak chmielu na poziomie niskim (korzenny, kwiatowy) do braku. Brak estrów i fenoli.
  • Marcowe: Wyraźny smak słodowy. Złożony, ale pozbawiony akcentów karmelu, toffi, kawy czy paloności. Dominują: chleb razowy (melanoidyny), grzanki. Dopuszczalny niski poziom szlachetnej chmielowości (zioła, korzenie) oraz alkoholu. Pierwszy akord słodki, finisz wytrawny lub półwytrawny.

Goryczka:

  • Lager Wiedeński: Od braku do niskiej. Może być długa, ale niezalegająca.
  • Marcowe: Średnioniska do średniej. Może być średniodługa, ale niezalegająca.

Odczucie w ustach:

  • Lager Wiedeński: Pełnia od średniej do średniowysokiej. Średnie wysycenie.
  • Marcowe: Pełnia od średniej do średniowysokiej. Średnie wysycenie.

Dla porównania aktualne opisy Vienna Lagera i Marzena według BJCP znajdziecie tutaj (strony 10 i 12). Co ciekawe, wyznaczniki obu stylów ulegały zmianie: rzućcie okiem na opis z 1999 roku, gdzie oba piwa są znacznie bardziej do siebie zbliżone.

Ogólnie teoretyczne różnice możemy podsumować następująco: Marcowe to taki Wiedeński Lager, tylko że „trochę bardziej”. Może być odrobinę mocniejszy, bardziej ekstraktywny, z większą pełnią oraz – w wartościach bezwzględnych – goryczką. Jeśli jednak wczytacie się w szczegóły, znajdziecie zbiory wspólne praktycznie w każdym niuansie. Ergo: na świecie istnieje mnóstwo piw, które w ciemno można zakwalifikować do obu stylów i nawet najbardziej doskonały sensoryk nie podoła, ze stuprocentową skutecznością, odgadnąć zamysłu piwowara.

PRZEJDŹMY DO KONKRETÓW

Mając za sobą konkretną dawkę wiedzy teoretycznej, postanowiłem zmierzyć się ze ślepym testem, w ramach którego spróbuję trzech zakupionych piw i postaram się trafić, które jest które. Do „zabawy” wciągnąłem moją Rodzicielkę, która przygotowała dla mnie próbki. Oto rezultat badań.

Próbka 1:

Najsłabsza ze wszystkich pian. Ciemnozłoty do bursztynowego kolor w „wizjerze” Hamburga.
Aromat niezbyt intensywny, ale ewidentnie tostowy, chlebowy, z dość zauważalną ziołową nutą. Brak estrów i fenoli, natomiast w nos rzuca się kartonowe utlenienie.
W smaku dominuje chlebowa zbożowość z wytrawnym finiszem. Piwo wydało mi się dość puste jak na współczesne pojmowanie Marcowego. Goryczka praktycznie nie istnieje, podobnie jak akcenty chlebowe.

Mój typ: Żywiec. Ze względu na „pustość” oraz totalne wykastrowanie z goryczki (cały czas stylowe, podkreślmy).

Moja ocena: ze względu na utlenienie, słabą pianę oraz mało intensywny aromat dam [4,5]. #TrybSurowość

Próbka 2:

Najładniejsza ze wszystkich pian, a także najciemniejsza (herbaciane) ze wszystkich próbek.
Wyraźnie opiekany, tostowy aromat, z nutą zboża. Chmielowość zaznaczona w sposób minimalny, taką ziołową kropeczką na końcu słodowego zdania.
Bardzo dobry, stylowy balans smaku, przesunięty w stronę zbożowości. Słodyczy właściwie brak, słodowość objawia się w formie skórki od chleba. Wytrawny finisz. Długi posmak zboża. Krótka ziołowa goryczka.

Mój typ: równie dobrze mógłbym postawić tu na Miłosławia, co na Kormorana. Ślepy strzał wylądował na polu oznaczonym ptakiem z Olsztyna.

Moja ocena: najlepsze w tej grupie. Konkretne, stylowe, bez wad. [6,5] (albo nawet i wyżej)

Próbka 3:

Piana dość ładna, w kolorze złamanej bieli. Płyn niemal identyczny z pozostałymi – herbaciany.
Praktycznie brak aromatów chmielowych, natomiast króluje tutaj chleb razowy. Przyjemny, bogaty, wyrazisty.
W smaku dość pełne, dominuje chlebowość, z zauważalną słodyczą na wstępie. Finisz rzecz jasna wytrawny. Zauważalna, przyjemna goryczka.

Mój typ: vide „Próbka 2”. Miałem spory problem, ale z uwagi na to, że klasykę Kormorana cenię wyżej od tej Miłosławiowej, ptak wylądował, gdzie wylądował, a tutaj postawiłem na Wielkopolskę.

Moja ocena: niezłe piwo. Dobrze ułożone, bez dających się we znaki wad, z przyjemną goryczką. Dam [6] na zachętę.

RZECZYWISTOŚĆ

No i dupa, nic nie trafiłem, choć tak pół punktu bym sobie przyznał (za to wahanie między Kormoranem a Miłosławiem). W rzeczywistości kolejność przedstawia się następująco:

  • Próbka 1: Kormoran Marcowe
  • Próbka 2: Miłosław Marcowe
  • Próbka 3: Żywiec Lager Wiedeński

Cóż mogę powiedzieć na podsumowanie?

Po pierwsze, że Marcin Ostajewski to jest dzik i z Fortuny zrobił naprawdę ekscytujący browar. Nawet, kurna, Marcowe mu wychodzi.

Po drugie – Żywiec uwarzył całkiem przyzwoite piwo. Jak dla mnie organoleptycznie bliższe Marcowemu, niemniej w ślepym teście warte niezłej oceny.

Po trzecie – zaskoczony jestem niezbyt wysoką formą Kormorana. Jako wielki fan ich Lagerów wszelakich, spodziewałem się, że skopią mi ryj, a ichnie Marcowe przede wszystkim pomachało mi mokrym kartonem.

Po czwarte – bazując na tej próbie Lager Wiedeński i Marcowe różnią się takimi niuansami, że właściwie można uznać, że ich nie ma.

Gdyby piwowarstwo było czymś na kształt obróbki drogich kamieni, gdzie liczą się naprawdę nanometry, wtedy mocowanie się w dzieleniu tego wycinka świata na Marcowe i Lager Wiedeński miałoby jeszcze jakieś uzasadnienie. Tymczasem dzielące je niuanse sensoryczne są niezauważalne dla zwykłego Jerry’ego, a i różnice oparte na liczbach także trudne do wychwycenia.

Być może, gdyby wspomniany zwykły Jerry postawił obok siebie ikony obu stylów, rozgorzałaby w nim solidna wewnętrzna dyskusja, jednak na tym poziomie można uznać, że po prostu nudziło mu się w czasie kwarantanny, stąd przygotował dla was tekst na 10 000 znaków ze spacjami, który – jeśli jest w was RiGCz – powinniście ominąć. A skoro dotrwaliście do tego miejsca to znak, że go nie macie. Ja zresztą też nie, więc witam w klubie. 😉

(Visited 300 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *