Czarne złoto w wersji domowej zawsze spoko. Zwłaszcza, gdy masz do przetestowania trzy wyroby jednego piwowara.
Pamiętacie Janusza Marczyka? Jeśli uważnie śledzicie mój profil na FB, z pewnością przypomnicie sobie koleżkę, który jakieś 1,5 miesiąca temu dostarczył mi całą paletę domowych smakołyków. Opisanie wszystkich przypominałoby relację z festiwalu, więc skupiłem się na trzech Imperialnych Stoutach.
Ale zanim zabrałem się za pisanie recenzji, przesłałem do Janusza tradycyjną ankietę, w której poprosiłem go o opowiedzenie o swojej piwowarskiej przygodzie.
-
Od kiedy warzysz piwo?
Warzę od marca 2015 roku. Pech, a raczej lenistwo doprowadziło do tego, że nie zapisałem sobie daty pierwszej warki. Posiadam zdjęcia początku kwietnia z piwem już zabutelkowanym, więc szacuję, że był to weekend z połowy marca.
- Co zainspirowało Cię do warzenia?
Właściwie były 2 inspiracje. Pierwszym był znajomy – Wojtek, który bodajże we wrześniu 2014 r. pomagał mi zbierać głóg na wino i nalewkę. Wojtek stwierdził, że jego marzeniem byłoby zrobienie własnego piwa, ale brakuje mu czasu (pracuje jako kierowca w spedycji zagranicznej), wtedy zapaliła mi się pierwsza lampka.
Druga to swoista „zawiść”. Stwierdziłem, że dlaczego nie? Że sam mogę spróbować zrobić piwo… i zabrałem się swoim zwyczajem od teorii, czyli od wujka Googla i Tomka Kopyry (przyznaję się bez bicia, że uczyłem się ważyć piwo, stosować odpowiednie nazewnictwo właśnie od Kopyra).
- Gdzie warzysz swoje piwo?
Samo warzenie odbywa się w kuchni (zacieranie na kuchence gazowej) oraz na balkonie/tarasie (gotowanie i chmielenie). Fermentacja w jednym z pokoi lub na schodach do piwnicy (temperatura 17-18 stopni). Leżakowanie w samej piwnicy.
- Ile warek masz na koncie?
Z moich zapisków wychodzi, że 3 maja uwarzyłem swoje 25 piwo (tym razem padło na American Barley Wine o ekstrakcie 25,5 Blg), 4 warki zrobiłem z ekstraktów, z samodzielnym chmieleniem, reszta już z procesem zacierania.
- Gdzie kupujesz surowce?
Kupowałem gotowe zestawy w Browamatorze, tam też robię większe zakupy chmielu. Natomiast w przypadku własnych receptur to zakupy robiłem w Marxam Enology na ul. Wodnej (sklep stacjonarny niestety został zamknięty) i Alembiku w Krakowie.
- Jakie są Twoje najbliższe plany piwowarskie?
Bardzo bliskie – rozlanie wspomnianego ABW do 2 małych fermentatorów i zadanie płatków dębowych macerowanych w 2 różnych alkoholach. Niestety mam do dyspozycji rum, brandy i szkocką whisky tak więc jeszcze pozostanie mi wybór co do alkoholu.
Bliskie (jeśli można o tym napisać) – to „występ” i prezentacja swojej małej wytwórni na gminnych dożynkach. Zostałem zaproszony przez panią sołtys i wójta, więc władzy ciężko odmówić. A także uwarzenie piwa z zasypem ze słodu żytniego.
Dalsze – uwarzyć Kriek-a. Mimo, że nie przepadam za piwami kwaśnymi to po prostu kocham smak wiśni. Nie wiem, czy w tym roku uda mi się to zrealizować, brak mi jeszcze wiedzy do podejścia do tego tematu, ale jestem dobrej myśli.
Sprzętowe – chłodnica zanurzeniowa, w tej chwili stosuję miedzianą, własnej roboty, natomiast planuję zakupić już bardziej profesjonalną, ze stali nierdzewnej. Druga rzecz na liście zakupów to większa kadź zacierno-warzelna. Obecnie używam garnek emaliowany 30 litrowy, myślę o kadzi z Keg-a 50 l. Na razie jestem na etapie szukania osoby, która by mogła taką kadź wykonać.
Ogólne – warzyć takie piwa, które będą smakować mi i moim znajomym.
- Czy chciałbyś założyć własny browar?
Chyba, każdy kto zabrał się za warzenie w domu ma ciche marzenia o posiadaniu własnego browaru. Fajnie jest połączyć swoją pasję z pracą. Nie ukrywam, że też mam małe marzenie o posiadaniu własnego browaru. Na razie jednak poprzestanę na małych warkach, czysto hobbystycznych, no chyba, że zostanę szczęśliwym zwycięzcą kumulacji w Totka. 🙂
***
Z tego co wiem Janusz w ostatniej kumulacji Lotto niestety nie wygrał, więc pozostaje warzenie w domu. A jak radzi sobie z RISami? Oto mój werdykt.
RIS #1
Cyferki: alkohol 9,4% obj., ekstrakt 22,2 Blg, 67 IBU
Jeśli mnie notatki nie mylą (edit: chyba jednak mnie mylą ;)), to piwo Janusz fermentował przy użyciu gęstwy drożdżowej. Być może to autosugestia, ale to właśnie zapach drożdży dominuje mi w RISie numer jeden, co – mówiąc oględnie – najprzyjemniejszym aromatem nie jest. Na szczęście na tym doznania się nie kończą. Mamy jeszcze czekoladę, śliwkę i – zaskakująco – marcepan. W tle majaczą nuty rozpuszczalnikowe, ale na akceptowalnym poziomie. W smaku dominuje słodycz, głównie czekoladowa, oraz przyjemnie alkoholowy finisz, który grzeje w gardziel. Czego brakuje? Goryczki, jakiegoś przełamania słodkości, które zaokrągliłoby smak tego trunku. Ale generalnie – jak na pierwszego RISa w życiu – jest dobrze. [6]
RIS #2
Cyferki: alkohol 10% obj., 25,5 Blg, 61 IBU
To piwo z kolei wyrwało mnie z kapci – to zdecydowanie jeden z lepszych domowych RISów, jakie miałem okazje próbować. Co my tu mamy? Czekolada i winne utlenienie w zapachu wyznaczają słodką drogę RISa #2, którą cudownie uzupełnia wiśnia oraz orzech. Wyczuwam także kawę i – odrobinę – figi. Pięknie!
Smak wyróżnia pełnia, która jednak nie przytłacza słodyczą, a cieszy świetną mieszanką czekoladowo-kawowo-orzechową. Gęstość oleju silnikowego i słodycz przełamuje drobne wysycenia i ładnie zaznaczona goryczka. Podnoszę oba kciuki do góry! [8,5]
RIS #3
Cyferki: alkohol 9,3% obj., ekstrakt 22 Blg, 46 IBU
Po najlepszym RISie przyszedł… najsłabszy, choć to pewnie kwestia młodości piwa – drugą butelkę odpalę za kilka miesięcy i ocenię jeszcze raz. Niemniej obecny stan takoż wam przedłożę. Z dobrych aromatów wyróżnić należy wiśnię, czekoladę, kawę i orzechy. Tyle że wszystkie pojawiają się na poziomie góra umiarkowanym. Przykrywa je rozpuszczalnik oraz odrobina aldehydu.
A smak? Dominuje alkoholowość oraz ogóle wrażenie pustki. Niby jest czekolada, pojawiają się orzechy, ale na poziomie – póki co – niewysokim, przez co RIS #3 nie dostarcza zbyt wielu wrażeń. Na plus – bardzo dobre wypośrodkowanie słodyczy i wytrawności. [4,5]